Rozdział 11 - Tajemnica.
Przejechała ręką po miejscu w którym powinien się znajdować,
jednak jedyne co poczuła pod palcami to zimną pościel. Zamrugała kilkakrotnie i
gdy w końcu oczy przyzwyczaiły się do ciemności zauważyła jego sylwetkę na
skraju łóżka. Siedział utkwiwszy wzrok w przejściu, jakby czekał na kogoś, a
może na coś. Westchnęła. Od dłuższego czasu zachowywał się w ten sposób. Uciekał
myślami do swojego świata, zamykał się przed nią, odgradzał, jakby wierzył że w
ten sposób zdoła ją uchronić przed okrutnym światem. Jednak ona tu była i nigdy
mu nie pozwoli na taką samotność. Zbliżyła się do niego po cichu i objęła go
czule ramionami. Przejechała policzkiem po jego nagich plecach i pocałowała
delikatnie tuż za uchem.
- Przepraszam, myślałem że śpisz. – powiedział cicho i
dotknął jej dłoni.
- Harry. – powiedziała miękko. – O czym myślisz? –
Chłopak przymknął powieki i wziął cichy wdech. Czuł zmianę w
powietrzu, powoli nadchodziła jesień. Już niedługo świat znowu zatoczy koło,
liście zmienią swój kolor i opadną do stóp drzew, ptaki odlecą a on tu
zostanie. Kolejny rok.
- Wybacz Ginny, ja.. – zaczął brunet jednak przerwał i
odwrócił twarz w jej stronę. – Zaczynam wątpić. – wyszeptał, jakby się bał że
mówi coś nieodpowiedniego. – Od tylu lat próbuję to wszystko zrozumieć, ale
chyba wychodzi na to, że nie wiem kompletnie nic. –
- To znaczy? – zapytała dziewczyna i usiadła obok niego.
- Mówiłem ci o Horkruksach. – zaczął wpatrując się w jej
twarz. – Nie powinienem był tego robić, ale ci powiedziałem. –
- Doceniam to. – przytaknęła.
- Zastanawiam się, czy właśnie tylko o nie tutaj chodzi, czy
może.. czy może jest coś więcej poza tym. –
- Co masz na myśli? –zapytała łagodnie. –
- On wie że ich szukam, po tylu latach wątpię aby jeszcze
się nie zorientował. – zaczął Harry a jego czarne, wiecznie rozwiane włosy
opadały mu na twarz zakrywając bliznę. – Z każdym rokiem prawdopodobieństwo że
je odnajdę maleje, ale czy tylko oto tutaj chodzi? To takie błahe..-
- Nieśmiertelność jest błaha? – zdziwiła się Ginny. –
Harry.. – kontynuowała i ujęła jego twarz. – Sam Wiesz Kto ma tylko jedno
pragnienie, władza. Niech ci się nie wydaje że jest coś ponad tym. W jego
działaniach nie ma żadnych ukrytych intencji, ani kropli dobrych motywów. To
już nawet nie jest człowiek, ale potwór. Ma jedną wizję, świat u swoich stóp i
zrobi wszystko by ten cel osiągnąć. Widzę jak się zadręczasz. – dodała i
spojrzała mu w oczy. – Ale pamiętaj że jeden człowiek sam nie wygra wojny. Wiem
jakie zadanie postawił przed tobą Dumbledore, ale byłoby naiwnym myśleć że dasz
radę to zrobić w pojedynkę. Wszyscy walczymy, każda osoba w tym obozie zdaje
sobie sprawę z niebezpieczeństwa ale jesteśmy gotowi postawić na szali własne
życia, jeśli przyjdzie taka potrzeba. Harry.. – dodała łagodniej. – Nikt za nic
cię nie wini. Przestań o sobie myśleć jak o zbawicielu świata, gdyż nikogo
takiego nie ma. Jedynie razem możemy wygrać, przecież doskonale o tym wiesz. –
powiedziała a po jej policzkach popłynęły łzy. Harry objął ją mocno i zatopił
twarz w jej długich rudych włosach.
- Dziękuję ci Ginny. – szepnął po czym spojrzał jej w twarz.
– Nawet gdy płaczesz jesteś najpiękniejsza. – dodał i delikatnie ją pocałował.
Już po chwili jego głowę całkowicie wypełniła młoda Weasley.
Lecz gdzieś w środku wciąż czuł nienazwany lęk. Tak głęboki
i ciemny jak bezksiężycowa, zimowa noc. Strach raz po raz skuwał jego serce
lodem i paraliżował umysł. Co jeśli przegrają? Co jeśli ich świat zniknie na
zawsze? Stracili już tak wielu i tak wielu jeszcze przyjdzie im pożegnać. Jak
prosty byłby świat, gdyby nie istniało zło, nienawiść i ból. Lecz… czy to nie
one go stworzyły? Zło zabrało mu rodziców, więc stał się jego wrogiem,
nienawiść go wychowała więc musiał nauczyć się kochać, a ból… towarzyszył mu od
lat, dzięki czemu doceniał to co ma. Bliskość ukochanej, jej ciepło i miłość,
wsparcie przyjaciół i uśmiech znajomych. Nie był sam. Może czasami czuł się
samotny ale przecież nie był sam.
Nigdy nie był sam.
*
- Trzy, dwa, jeden! – wrzasnęła Luna i aż podskoczyła gdy
Hermiona wraz z Draconem wyszli z namiotu i stanęli naprzeciwko niej, Ginny,
Harry’ego, Rona i Jakuba.
- Witajcie na wolności. – zaśmiała się ruda.
Hermiona poczuła wzruszenie gdy wraz z Malfoyem odkryli że
rano, pierwszego września przed ich namiotem zebrał się mały komitet powitalny.
- Jakbyśmy mieli jechać na King’s Cross. – zauważyła Luna
chwiejąc się lekko do przodu i do tyłu na wysokich podeszwach swoich butów.
- Może i nie czekamy
na pociąg, ale za to moja matka czeka na nas ze śniadaniem. – odezwał się Ron
po czym wszyscy ruszyli w stronę wielkiego namiotu, w którym mieściła się
obozowa kuchnia.
Hermiona spojrzała na Dracona. Jak zawsze ubrany był w
czarne, długie spodnie i białą koszulę. Aby choć trochę się do niego dopasować
Gryfonka założyła najciemniejsze dżinsy jakie miała i białą bawełnianą bluzkę z
długimi rękawami. Proste włosy rozpuściła i tylko kilka kosmyków spięła z tyłu
metalową klamrą, którą zdobiły kwiatowe wzory.
- Ładnie wyglądasz. – usłyszała rano gdy wyszła z łazienki.
- Dziękuję. – odparła i jak gdyby nigdy nic podeszła do
Dracona i delikatnie pocałowała go w usta. Chłopak przyciągnął ją mocniej lecz
zaraz odskoczyli od siebie jak oparzeni, gdy za wejściem do namiotu usłyszeli
głos Rona. Po chwili odezwała się cała reszta ferajny więc chcąc nie chcąc
wyszli z namiotu w akompaniamencie krzyków Luny. Ostatnie tygodnie sierpnia
minęły im zadziwiająco szybko. Upały przestały tak doskwierać więc z prawdziwą
przyjemnością spędzali wieczory na wspólnym czytaniu, graniu w przeróżne gry,
rozmawianiu i poznawaniu się lepiej.
Jaki jest twój ulubiony kolor?
Ulubiona piosenka?
Najbardziej znienawidzone danie?
Co lubisz robić przed snem?
Chcę wiedzieć o tobie wszystko!
- Nie uważasz że miłość jest dziwna? – zapytał którejś
sierpniowej nocy Draco, gdy leżeli w swoich objęciach. – Potrafi sprawić że
dorośli ludzie zachowują się jak podlotki. –
- Dlatego właśnie miłość jest piękna. –odparła Hermiona
spojrzawszy mu w twarz. – Nie zna limitu czasu, nie starzeje się, nie
przedawnia. Jest wszędzie i nigdzie. Sprawia, że dwoje obcych sobie osób
zaczyna uważać się za rodzinę. Myślę że to wspaniałe. –
Arystokrata spojrzał na nią i przez chwilę przyglądał jej
się w całkowitej ciszy.
- Jesteś piękna. – powiedział krótko. Hermiona uśmiechnęła
się szczerze.
- A ty zabawny. – odparła i pocałowała go mocno. Poczuł jak
przeszywa go kolejny, przyjemny dreszcz. Czasami zastanawiał się po co się
urodził, jaki był cel jego istnienia. Czy wszystkie rzeczy jakich dokonał miały
jakąkolwiek wartość, czy może były całkowicie bez znaczenia? Te i podobne
pytania dręczyły jego umysł latami, lecz teraz przestał je sobie zadawać. Przy
niej nie musiał pytać ile jest wart, dla niej wystarczyło, że po prostu był.
Niedoskonały, naznaczony i skryty. Ogień jej oczu i ciepło jej skóry topiły lód
w jego sercu i szron, jakim czasem pokryta była skóra, broniąca go przed
światem zewnętrznym. Nie musieli nic mówić, wystarczyło jedno spojrzenie by
wiedzieć, czego oboje pragną. Ty i tylko ty, choć tak bardzo nam do siebie nie
po drodze.
Dotknął jej piersi i usłyszał ciche westchnięcie
wydobywające się z jej rozchylonych ust.
- Draco. – szepnęła kolejny raz.
Z zewnątrz dochodziło głośne cykanie świerszczy.
~
- Ziemia do Hermiony! –
Gryfonka otrząsnęła się nagle z wspomnień i spojrzała w
twarz lekko poirytowanego Rona.
- Dlaczego na mnie wrzeszczysz Ronald? – zmarszczyła brwi i
dokończyła jeść swoją kanapkę.
- Mówiłem, że Sara kazała wam przekazać że po śniadaniu
macie się stawić w szpitalu. „Koniec tego lenistwa”, tak powiedziała. – dodał i
wzruszył ramionami.
- I ma świętą rację. – odparła Hermiona po czym otrzepała
ręce z okruszków i wstała od stołu. Draco ruszył za nią lecz drogę zagrodził im
Harry.
- Możemy pogadać? – zapytał. Hermiona spojrzała na Dracona.
Ślizgon wbił wzrok w Wybrańca i czekał aż ten ustąpi im miejsca.
- Harry. – zaczęła znów spojrzawszy na bruneta. – Musimy porozmawiać,
ale daj mi jeszcze jeden dzień. Jeden dzień, dobrze? – zapytała z nadzieją w
oczach. – Muszę się upewnić co do pewnej kwestii, więc przyjdź do naszego
namiotu jutro po kolacji. –
- A co z Malfoyem? – szepnął konspiracyjnie Harry.
- Po prostu przyjdź. – odparła Hermiona i chwyciła go za
rękę. Wiedziała jak bardzo mu zależy na szybkim znalezieniu Horkruksów, jednak
mimo wszystko pośpiech w tym przypadku był im niepotrzebny.
- W porządku. – westchnął Harry. – Przyjdę z Ronem. – dodał
po chwili. Hermiona skinęła głową na znak zgody i gdy Harry wrócił do stołu,
wraz z Draconem wyszła z namiotu.
~
Gdy tylko przekroczyli próg szpitala Sara powitała ich z
otwartymi ramionami. Albert uścisnął dłoń chłopaka i oboje wdali się w dyskusję
na temat pacjentów, których przyjęto podczas ich nieobecności.
- Fleur Weasley nie daje mi żyć. – poskarżyła się Sara
Hermionie. – Gdy tylko usłyszała o twojej karze wpadła tutaj z wielką pretensją.
„Kto mnie będzie badał!” wrzeszczała. Próbowałam jej wytłumaczyć że to ja uczę
ciebie a nie ty mnie, ale nie dało rady, powiedziała że następne badanie masz
zrobić ty. – dodała rozłożywszy ręce w geście bezradności.
Hermiona uśmiechnęła się pod nosem. To było do przewidzenia.
- Cóż, to Fleur, dziękujmy Merlinowi że nie próbowała
wyciągnąć mnie z namiotu siłą. –
Gdy Hermiona wraz z Draconem założyli białe kitle spojrzeli
na siebie i uśmiechnęli się nieznacznie. Gdy ostatni raz mieli je na sobie
wszystko było inaczej. To właśnie tutaj się spotkali po raz pierwszy. Po raz
pierwszy tak naprawdę. Nie mieli jednak czasu na dłuższe roztrząsanie podobnych
kwestii, bo po śniadaniu do szpitala przyszła Tonks wraz z Teddym, któremu
szedł kolejny mleczak i stał się strasznie marudny. Kilkoro starszych
czarodziejów zgłosiło się po swoje codzienne eliksiry a w końcu, przed obiadem
do szpitala zawitała Fleur.
- Hermi-ona! – zawołała od progu. – W końcu jesteś. –
powiedziała z radością i ulgą.
- Jak się czujesz? – zapytała Gryfonka gdy Fleur w końcu ją
puściła.
- Dobrze, ale wciąż mam lekkie mdłości. – odparła blondynka i usiadła na kozetce.
- Z wyliczeń wynika że jesteś w dwunastym tygodniu. –
zaczęła Hermiona i wyciągnęła różdżkę w celu przeprowadzenia diagnozy. –
Mdłości powinny ustąpić, jednak jeśli wciąż będą ci doskwierać zgłoś się do
Sary po eliksir. Nie zaszkodzi dziecku. – powiedziała i schowała różdżkę do kieszeni.
– Wszystko jest w porządku. – dodała po chwili. – Termin masz na marzec, myślę
że w listopadzie będziemy mogli już poznać płeć dziecka, teraz jest jeszcze za
wcześnie. – Fleur skinęła głową na znak zrozumienia i ostrożnie wstała.
- Dziękuję. – odparła i ucałowała Hermionę w oba policzki.
- Poczekaj. – zatrzymała ją nagle szatynka. – Czy pozwolisz
się zbadać Draconowi? Chciałabym go nauczyć odczytywania diagnoz ciężarnych. –
Fleur zawahała się przez chwilę jednak wyraziła zgodę, po
czym znów usiadła na kozetce. Hermiona zawołała Ślizgona i prawie parsknęła
śmiechem gdy dostrzegła w jego oczach prawdziwy strach.
- Granger, nie wiem czy to dobry pomysł. – szepnął
zwróciwszy się w stronę kasztanowłosej. – Nigdy nie rzucałem tego zaklęcia,
jeżeli coś spaprzę to Weasley mnie zabije… -
- Och przestań i rzucaj to zaklęcie diagnozujące, nie mamy
całego dnia. – ofuknęła go Hermiona jednak w jej głosie słychać było
rozbawienie.
- Dobrze się bawisz moim kosztem? – warknął do niej Draco
mrużąc powieki.
- Wspaniale. – odparła Hermiona z szerokim uśmiechem i
równie radośnie spojrzała na Fleur.
Gdy po zjedzonej w szpitalu kolacji i wypełnieniu
codziennych kart pacjentów szli w kierunku namiotu, Hermiona poczuła jak
zaczynają zjadać ją nerwy. Wiedziała że musi poruszyć ten temat, wiedziała że
musi mu o tym powiedzieć. Bała się i czuła wątpliwość jednak nie chciała mieć
też przed Draconem tajemnic. Nie wiedziała jak na ten fakt zareaguje Harry a co
dopiero Ron, ale nie chciała teraz nawet o tym myśleć. O to będzie martwić się
dopiero jutro.
- A to po co? – zapytał Draco gdy Hermiona wyczarowała
pośrodku ich namiotu mały stolik i wygodne poduszki po obu stronach. – Nie mam
dzisiaj ochoty na karty. – dodał i położył się na łóżku przymykając powieki.
- Chcę z tobą porozmawiać. – odparła Hermiona. Draco słysząc
poważny ton dziewczyny zmarszczył brwi i wrócił do pozycji siedzącej.
- O co chodzi? – zapytał podejrzliwie. Hermiona wzięła
głęboki wdech.
- To co teraz ci powiem jest największą tajemnicą. – zaczęła
i spojrzała w szarobłękitne oczy chłopaka. – Można uznać za zdradzę fakt że ci
o tym mówię, ale uważam że powinieneś wiedzieć, co więcej, wydaje mi się że
możesz w jakiś sposób pomóc. – dodała i wskazała na miejsce naprzeciwko siebie.
– Usiądź proszę i posłuchaj. –
Draco zajął miejsce za stolikiem i wciąż wpatrywał się w
dziewczynę. Nie wiedział czego się spodziewać, jednak czuł że nie będzie to nic
miłego.
- To zaczęło się w szóstej klasie. – powiedziała Hermiona i
cofnęła się wspomnieniami do tamtego tragicznego roku. – Pamiętasz jakie
zadanie wyznaczył ci Sam Wiesz Kto, cóż, można powiedzieć że Dumbledore nie
pozostawał w tym czasie pasywny. Wraz z Harrym przez cały rok wspólnie szukali
Horkruksów. – dodała a światło gazowej lampy lekko zamigotało w kącie namiotu.
Draco słuchał uważnie. Praktycznie w ogóle się nie odzywał i
gdy kilka godzin później Hermiona zamilkła na dłużej, wstał i przeszedł się po
namiocie. Głowę miał pełną myśli. Horkruksy… nie mógł w to uwierzyć.
- Chcesz mi powiedzieć, że Czarnego Pana nie da się zabić? –
Gryfonka skinęła głową potwierdzająco.
- Dopóki nie zniszczy się wszystkich Horkruksów. – dodała. –
Pamiętnik, pierścień i naszyjnik mamy już z głowy, pozostaje jeszcze reszta,
ale nie wiemy ile ich jest i czym one są. Lecz to dzięki tobie wpadłam na
pewien trop. –
- Dzięki mnie? -
odwrócił się w jej stronę Draco. – Niby w jaki sposób. –
- To było podczas naszych pierwszych dni wspólnego
mieszkania. – odparła. – Zaczęliśmy się sobie zwierzać i w pewnym momencie
wspomniałeś o czymś dziwnym, powiedziałeś coś takiego „Czasami widywałem go z
koroną na głowie. Może to nie do końca była korona, raczej diadem, ale zawsze
kiedy przypadkowo go w tym zobaczyłem kazał mi się wynosić”. – zacytowała. Draco
był pod wrażeniem możliwości jej pamięci. – Od lat zastanawiamy się czym mogą
być Horkruksy. – kontynuowała. – Pierścień, pamiętnik, medalion.. Wszystkie
rzeczy były ważne dla Riddle’a więc i pozostałe przedmioty musiały być
wartościowe. Diadem który od czasu do czasu zakładał, musi być..-
- Diademem Roweny Ravenclaw. – dokończył za nią Draco i
usiadł na łóżku. – A ten puchar który ukradł Chefsiby Smith, zapewne był czarką
Helgi Hufflepuff. – dodał wbijając w nią wzrok.
- Tak. - zgodziła się
z nim Hermiona. – No i jest jeszcze Nagini. –
- Nagini? – zdziwił się blondyn.
- Nigdy nie wydawało ci się dziwne, że Sam Wiesz Kto darzy
tego gada tak wielkim przywiązaniem? Dba o nią, pilnuje jej i wszędzie ze sobą
zabiera. – zauważyła Hermiona. – Nie powiesz mi chyba że to jakiś demoniczny
zamiennik ukochanego psa. Do tego Nagini nie jest zwykłym wężem, potrafi
przybrać ludzką postać. –
- O czym ty.. – zaczął Draco jednak pożałował swej
ciekawości gdy Hermiona opowiedziała mu o tym, co zdarzyło się kilka lat temu w
Dolinie Godryka. Jego wyobraźnia pędziła jak szalona i wiedział że nigdy nie
pozbędzie się z głowy obrazu Nagini, wychodzącej z karku martwej Bathildy
Bagshot.
- Jestem przekonana że Nagini jest Horkruksem. – powiedziała
stanowczo Hermiona i utkwiła wzrok w Draconie. Chłopak nic nie odpowiedział. Po
kilku minutach milczenia odparł że musi się przewietrzyć i wyszedł z namiotu.
Chciał się znaleźć jak najdalej stąd.
~
Hermiona wstała i jednym machnięciem różdżki pozbyła się
stolika wraz z poduszkami. Wiedziała że Malfoy musi to wszystko sobie teraz
poukładać. Właśnie dlatego ta wiedza nie była przeznaczona dla ogółu. Fakt że
Voldemort rozszczepił swoją duszę i umieścił jej kawałki w Horkruksach, czyniąc
siebie praktycznie nieśmiertelnym, był przytłaczający i zabierał nadzieję. Jak
wierzyć w koniec wojny skoro ON wciąż istnieje? Jak wierzyć w jego upadek skoro
nie można go zabić? Doskonale zdawała sobie sprawę z sytuacji w której się
znaleźli. Westchnęła cicho i usiadła na łóżku. Chciała zająć umysł lekturą
jednak jej myśli krążyły wokół arystokraty i jutrzejszej rozmowy z
przyjaciółmi. Wiedziała że nie będzie należała do łatwych.
- Cześć, mogę wejść? – usłyszała nagle i usiadła.
- Jasne. - odparła i uśmiechnęła się gdy do namiotu wszedł
Jakub.
- Przed chwilą widziałem Malfoya jak szedł gdzieś z posępną
miną. Pokłóciliście się? – zapytał brunet i usiadł obok Gryfonki.
- Nie. – odparła szybko Hermiona. – Tak tylko.. – dodała i
spojrzała na swoje buty. Wiedziała że Jakub też wkrótce się dowie o tym iż
wtajemniczyła Dracona, jednak nie chciała mówić mu o tym teraz. – A co u ciebie słychać? – zmieniła szybko
temat. – Jak ćwiczenia z Cho? – zapytała. Jakub uśmiechnął się blado.
- Jest świetna, bez dwóch zdań. – odparł wzruszając
ramionami. – Hermiono.. – zaczął zmieniając ton. – Chciałbym z tobą pogadać. –
Gryfonka zesztywniała.
- O co chodzi? –
Jakub spojrzał w jej brązowe oczy.
- Wydaje mi się że jeśli teraz tego nie powiem, to już nigdy
nie będę miał ku temu okazji. – zaczął, po czym wstał. – Znam cię już trochę,
może nie tak dobrze jak bym chciał, ale lubię cię. –
Gryfonka uśmiechnęła się i także wstała.
- Też cię lubię. – powiedziała przyjaźnie. Brunet zaprzeczył
ruchem głowy.
- Źle mnie zrozumiałaś. – odparł. – Bo widzisz, Malfoya też
lubisz, prawda? –
Hermiona poczuła zmieszanie. Lekki szkarłat wypłynął na jej
policzki.
- Draco… znaczy Malfoy, no wiesz, jest pod moją opieką,
muszę mieć na niego oko, pracujemy razem w szpitalu. – zaczęła nerwowo
wyliczać. – Ale on nie jest taki zły, to znaczy… - dodała łagodnie. – Ma pełno
wad, w końcu to Ślizgon. – zaśmiała się i utkwiła wzrok w Jakubie. – Nikt go
tak naprawdę nigdy nie chciał poznać. Nigdy nikt nie chciał zrozumieć. To tyczy
się również mnie. – dodała smutno. – Ale on nie jest wcale taki okropny jak
mówią, wiesz? Potrafi być łagodny i wyrozumiały. Umie słuchać i dostrzec to co
ktoś pragnie mu przekazać. Czasami mam wrażenie że nie wiem co tak naprawdę
czuje, ale nie przeszkadza mi to. Zawsze staram się postawić na jego miejscu,
czy to takie złe? – zapytała a chłodny wiatr wtargnąwszy do środka rozwiał jej
długie włosy. – Wiem co ma na ręce i kim był, ale to go nie definiuje. Nie jest
już wierny Sam Wiesz Komu, z resztą nie wiem czy kiedykolwiek był mu do końca
oddany… Tak bardzo bym chciała by reszta zobaczyła go z tej innej strony. – dodała
a w jej oczach zaszkliły się łzy. Próbowała je powstrzymać, wiedziała że nie
powinna zdradzić się nawet przed Jakubem. Jeżeli ktoś odkryje jakim uczuciem
darzy Malfoya, zmienią mu opiekuna. Poczuła że zaczyna drżeć.
- No już, już. – usłyszała, a ręka Jakuba pogładziła ją po
kasztanowych włosach. – Chyba za długo zwlekałem. – dodał smutnym tonem.
Hermiona spojrzała mu w twarz. Nagle poczuła jego usta na swoich, tak
delikatnie jakby dotknął ją motyl. – Wybacz. – odparł Jakub odsuwając się od
niej po chwili. – To samolubne, ale musiałem, choćby ten jeden raz. Zawsze mi
się podobałaś, twoja mądrość, niezależność i odwaga. Ale głowę masz już pełną
Malfoya. – dodał i zaśmiał się na widok przerażenia w ochach dziewczyny. – Bez
obaw, nie powiem o tym nikomu. Wciąż chcę być twoim przyjacielem. –
- Och Jakub!- szepnęła Hermiona i mocno przytuliła się do
chłopaka. – Przepraszam. -
- Nie masz za co. – odparł. – Nie przeprasza się za miłość,
wiesz? Ja nie mam zamiaru cię przeprosić. – zaśmiał się tak samo jak Hermiona.
- Jakub. – zaczęła niepewnie dziewczyna odsunąwszy się od
niego. – Poproś jutro Kingsley’a, Lupina i pana Weasleya o spotkanie. Powiedzmy
o dwudziestej drugiej. Sam też się na nim zjaw. –
- Coś się stało? – zapytał.
- Jest pewna kwestia którą musimy omówić. – odparła siląc
się na spokojny ton.
Brunet zgodził się i jeszcze przez chwilę zabawił u
Gryfonki. Gdy po wypitej herbacie wyszedł z namiotu zatrzymał się nagle słysząc
czyjś głos.
- Byłbym wdzięczny gdybyś więcej tego nie robił. –
Jakub spojrzał w bok i dostrzegł Dracona Malfoya.
Arystokrata leniwie opierał się o stelaż namiotu i obracał w palcach swoją różdżkę.
Wzrok miał utkwiony w magicznym atrybucie, i nawet nie popatrzył na bruneta gdy
ten się odezwał.
- Mógłbym iść do Kingsley’a nawet teraz, ale nie zrobię
tego, ze względu na nią. – odparł wskazując ruchem głowy namiot. – Pamiętaj
jednak że nie masz jej na wyłączność i jeżeli jakkolwiek ją zranisz, to
ostatnią rzeczą jaką w życiu zobaczysz będzie moja twarz. – powiedział i ruszył
przed siebie. Draco w końcu na niego spojrzał.
- Zapamiętam. – odparł, po czym wszedł do namiotu.
~
Ron od pięciu minut marszczył brwi tak że praktycznie
tworzyły już jedną linię. Siedział na łóżku Hermiony zaraz obok Harry’ego, a w
rękach ściskał kubek z herbatą który wcześniej podała mu Gryfonka.
- Dlaczego on tutaj jest? – odezwał się w końcu utkwiwszy
wzrok w stojącym nieco dalej Malfoyu.
- Muszę zadać to samo pytanie. – zawtórował mu Harry. –
Myślałem że porozmawiamy we troje. - dodał
z wyrzutem.
- Ja tutaj jestem i was słyszę. – warknął arystokrata z
drugiego końca namiotu. Ron i Harry nawet na niego nie spojrzeli.
- Wiem, ale Draco okazał się być bardzo pomocny. – odparła
Hermiona spokojnie. Wiedziała że nerwy tylko pogorszą sprawę, więc za wszelką
cenę pragnęła uniknąć konfliktu.
- Malfoy?- zdziwił się Ron i zmarszczył brwi słysząc jak
jego była dziewczyna nazywa Ślizgona Draconem.
- Tak. – zawahała się przez chwilę. - Wie o Horkruksach. –
odpowiedziała w końcu i poczuła ulgę.
- Co?! – wrzasnęli oboje i zerwali się z łóżka. Kubki z
herbatą wylądowały na podłodze.
- Jak to? Hermiono, dlaczego mu powiedziałaś?! – zawył Ron
niemal tak, jakby się dowiedział że od dzisiaj Hermiona również posiada Czarny
Znak.
- Uspokójcie się oboje, patrzcie co zrobiliście z podłogą. –
oburzyła się Hermiona i wstała z łóżka Dracona by posprzątać, jednak Harry i
Ron nie dali jej na to szansy.
- Przecież to Ślizgon! –
- Ma Czarny Znak! –
- Jestem pewny że zaraz poleci do swojego pana i wszystko mu
wyśpiewa! – krzyczeli jeden przez drugiego.
- Wychodzimy stąd. – syknął Ron i chwycił Hermionę za ramię.
- Ron to boli! Puść mnie. – powiedziała Hermiona jednak
Weasley nie zamierzał jej słuchać.
- Ron, chyba przesadzasz. – dodał w końcu Harry, lecz nagle
dłoń Weasleya jak oparzona odskoczyła od ramienia dziewczyny. Harry i Ron
spojrzeli za siebie. Draco trzymał Hermionę w objęciach, w żadnej z jego rąk
nie zauważyli różdżki.
-Co.. jak.. – szepnął Ron z niedowierzaniem, jednak po
chwili znów poczuł gniew. – Puszczaj ją ty.. – zaczął iść w ich kierunku lecz
nagle odbił się od niewidzialnej bariery. Hermiona ukryła twarz w koszuli
Dracona. Właśnie tego chciała wszystkim oszczędzić.
- Potter. – zwrócił się Draco w kierunku Harry’ego. – Chcesz
jej w końcu wysłuchać, czy nie? – zapytał. - Zdawało mi się że od tygodni
krążyłeś wokół naszego namiotu by móc porozmawiać z Granger. – dodał po chwili.
Jego oczy ciskały błyskawice. – Więc jak
będzie? – zapanowała cisza. Harry spojrzał na oszołomionego Rona który właśnie
podnosił się z podłogi i westchnął.
- Tak, po to tutaj przyszliśmy. – powiedział po czym
spojrzał na przyjaciela. – Nie sądzę aby chciał zrobić jej krzywdę, dajmy im
dojść do słowa. – dodał po czym usiadł z powrotem na łóżku Hermiony. Ron już
miał zrobić to samo gdy nagle odezwał się Draco.
- Chyba o czymś zapomniałeś Weasley. –
- Nie, nie trzeba. – powiedziała cicho Hermiona gdy już
stanęła obok arystokraty. Ron prychnął.
- Ktoś taki jak ty nie będzie mnie uczył zasad dobrego
wychowania. – zakpił.
- Ron. – upomniał go Harry. Chciał jak najszybciej przejść
do konkretów. Ta przedłużająca się awantura zaczynała działać mu na nerwy. Ron
westchnął, jakby czytał w myślach przyjaciela.
- Przepraszam Hermiono, po prostu się o ciebie martwię,
Harry też. Ja.. nie ufam mu jeszcze. – powiedział i spojrzał na Malfoya.
- Jeszcze. – zgodziła się Gryfonka po czym podeszła do Rona.
– Wybaczam. – dodała z uśmiechem i przytuliła chłopaka. Nie potrafiła się na
niego gniewać. Wiedziała jak ważni są dla siebie i jak mocne więzi łączą całą ich
trójkę. „Jesteśmy przyjaciółmi, musimy trzymać się razem” pomyślała. Rudzielec
poklepał ją po głowie, burknął krótkie „sorry” w stronę Ślizgona, po czym
usiadł obok Harry’ego obiecując zachować spokój.
- Harry. – zaczęła znów Hermiona usiadłszy wraz z Draconem
na jego łóżku. – Wydaje mi się że wiem gdzie znajduje się reszta Horkruksów. –
powiedziała, a zielone oczy Wybrańca zrobiły się nagle wielkie niczym dwa
galeony.
*
Stała przy stole w wielkim namiocie Kingsley’a Shacklebolta
i miała ochotę rzucić się najlepszemu przyjacielowi do gardła. Gdy godzinę
wcześniej wyjawiła Harry’emu to czego dowiedziała się dzięki Draconowi, nie
przypuszczała że sprawy przybiorą taki obrót. Wybraniec najpierw nie mógł
uwierzyć w to co usłyszał.
- J –jak to w Czarnym Dworze? – wydyszał.
- Czyli co, nie ma szans na ich odzyskanie? - zmarszczył brwi Ron.
Hermiona wyczarowała stolik i postawiła na nim wielką mapę
przedstawiającą niedokładny plan zamku Voldemorta. Specjalnie poprosiła Sarę i
Alberta o dzień wolny (mimo iż był to ich drugi dzień po powrocie), aby mogła
wspólnie ją ze Ślizgonem naszkicować.
- Sam Wiesz Kto rezyduje w zachodnio północnej wieży. Przed
nią znajduje się sala tronowa. – zaczęła Hermiona pokazując na plan. – Jednak
co się tam dokładnie mieści, jakie są zabezpieczenia i czego można się
spodziewać, nie wiemy. –
- Nikt nie ma tam wstępu. – powiedział blondyn. – Ale jestem
przekonany że właśnie tam znajdują się Horkruksy. – dodał i spojrzał na
mapę zamku którego tak nienawidził.
Ron wyglądał na poddanego, za to w Harrym zapalił się nowy
plan. Tak szalony i awykonalny, jak tylko było możliwe.
- Ktoś musi się dostać do środka. – powiedział nagle.
Zapadła cisza.
- Niby jak to sobie wyobrażasz Potter? – Malfoy w końcu
zabrał głos. Harry spojrzał mu prosto w oczy.
- Wtyka. – odparł. – Potrzebujemy osoby która znajdzie się w
zamku i zrobi jego dokładniejsze plany. Kogoś, kto spróbuje upewnić się że
właśnie tam są ukryte Horkruksy i w miarę możliwości spróbuje je zniszczyć.
–dodał po czym na chwilę się zawahał. – Uważam, że ty powinieneś tam iść.
- powiedział patrząc wprost na Dracona.
- Wykluczone. – Hermiona niemal warknęła. Zapadła cisza
której nikt nie chciał przerwać. W końcu Ron ośmielił się odezwać.
- C-co ty wygadujesz Harry. – zaśmiał się sztucznie. – Niby
w jaki sposób Malfoy miałby zniszczyć Horkruksy. – powiedział lecz wzrok
Wybrańca nagle zatrzymał się na Hermionie.
- Wiem co chowasz w torbie. – powiedział a Gryfonka
zadrżała. – Zauważyłem to gdy szukałem eliksiru, wtedy gdy Ron się rozszczepił.
–
- O co chodzi? – zdziwił się Weasley, a jego oczy skakały od
Harry’ego do Hermiony.
- Dlaczego nie powiedziałaś że masz przy sobie kieł
Bazyliszka? – zapytał Harry. Dziewczyna zmarszczyła brwi i odpowiedziała
spokojnie.
- Gdyż i tak nie znaleźliśmy żadnego Horkruksa od lat, gdyby
tak było, od razu bym ci go dała. –
- Kieł Bazyliszka? – zdziwił się rudzielec. – Kiedy go
zabrałaś? –
- Po zakończeniu szóstej klasy. – przyznała.
- Sama zeszłaś w te okropne kanały? Jak otworzyłaś
przejście? – nie mógł nadziwić się Ron.
- Niejednokrotnie słyszałam jak Harry mówi w języku węży,
wiesz że mam świetną pamięć. – odparła.
– Najgorsze było wyrwanie go ze szczęki. Drań nie chciał wyjść. –
powiedziała na co Ron skrzywił się okropnie a Draco spojrzał na nią z
ciekawością.
- Dlatego właśnie dasz go Malfoyowi aby miał go przy sobie w
Czarnym Dworze. – oznajmił Harry, lecz Hermiona znów syknęła.
- Nie ma mowy! Myślisz że go powitają z otwartymi ramionami?
Że tak po prostu sobie tam wejdzie i zacznie chodzić po komnatach z kłem w
kieszeni? Wiem że jak nikt pragniesz zakończenia tej wojny Harry, ale zacznij
myśleć trzeźwo! – warknęła a jej oczy zapłonęły żywym ogniem.
- Słuchajcie.. – zaczął Ron. Jeszcze nigdy nie robił za
mediatora pomiędzy Harrym a Hermioną i czuł się w tej roli nieswojo. Pierwszy
raz zapragnął aby Malfoy się wtrącił. –
Za chwilę zaczyna się zebranie, opowiedzmy o tym reszcie i zobaczymy co
powiedzą. – dodał i odetchnął z ulgą gdy Harry wstał zgodziwszy się z nim.
Hermiona wiedziała że nie może dopuścić do realizacji tak samobójczego i
niebezpiecznego planu.
Dlatego teraz powstrzymywała się by nie rzucić w przyjaciela
klątwą, gdy tak skakał wokół stołu i objaśniał Shacklebolt’owi swój plan.
Kingsley, Lupin i Pan Weasley w spokoju i skupieniu wysłuchali Hermiony,
zgodzili się że mądrze postąpiła wtajemniczając Dracona i również uważali iż
Horkruksy mogą być ukryte w zamczysku Voldemorta. Jakub który stał obok
Hermiony prawie czuł złość jaka ogarnęła dziewczynę, gdy Wybraniec opowiadał o
swoim pomyśle. Gdy tylko skończył Hermiona przeszła do kontrataku. Od czasu do
czasu Harry próbował jej przerwać, lecz Lupin powstrzymywał go gestem dłoni. W
końcu, gdy zapadła cisza i minął czas który dla Harry’ego zawał się być
wiecznością, Kingsley przemówił.
- Po pierwsze, Draconie Malfoy. – zwrócił się w kierunku
chłopaka. – Udowodniłeś że jesteś po naszej stronie i zasłużyłeś na to, by w
pełni cieszyć się z przywilejów Złotego Feniksa. Od tej chwili jesteś
pełnoprawnym mieszkańcem tego obozu i nie potrzebujesz już nadzoru. Jeśli
chcesz zamieszkać we własnym namiocie, zadbam o to jeszcze dzisiaj. –
- Bardzo dziękuję, ale wolałbym zostać z Granger. - odparł Draco. Kingsley zmarszczył brwi.
- To znaczy? -
- To znaczy że dobrze nam razem, panie Shacklebolt. –
wyjaśnił arystokrata.
- Dobrze.. razem? – wydukał zaskoczony Ron, lecz zanim mógł
coś dodać i więcej zrozumieć, znów zabrzmiał niski ton Kingsley’a.
- Rozumiem. – odparł mężczyzna i na chwilę zawiesił wzrok na
Hermionie. – Co do tej sprawy.. – zaczął i uderzył placem w mapę zamku, po czym
spojrzał na Harry’ego. – Zgadzam się że plan z inwigilacją od wewnątrz jest
dobry, jednak musimy to przemyśleć i do konkretnego działania przejdziemy
najwcześniej dopiero na wiosnę. –
Hermiona poczuła ulgę. Do wiosny będą mogli wymyślić jeszcze
jakiś alternatywny plan, ona na pewno już o to zadba! Gryfonka miała ochotę uśmiechnąć się szeroko
jednak Harry’emu wcale nie było do śmiechu.
- Na wiosnę? Zwariował pan? – wydyszał Harry. – Do wiosny
możemy już wszyscy być martwi! – wrzasnął. – Nie chce pan ryzykować życia
Malfoya? Proszę bardzo! Zaryzykuję własne! Pójdę tam choćby i zaraz, będę walił
w bramę i pokażę im, że w przeciwieństwie do was ja nie tchórzę! -
- Potter! – nie wytrzymał w końcu Kingsley i walnął pięścią
w stół. Wszyscy aż podskoczyli. Lupin natychmiast stanął obok Harry’ego. – Czy
ty chłopcze myślisz, że tylko tobie zależy na wygraniu tej wojny? Na
zakończeniu tego ciągnącego się bez końca cierpienia? Jeżeli tak, to jesteś w
błędzie. Od lat staram się pomóc w zgładzeniu Sam Wiesz Kogo i jednocześnie
próbuję ochronić jak największą liczbę mugoli oraz czarodziejów. Uwierz, nie
jest to proste. – powiedział i spojrzał na Harry’ego ostro. - Wszyscy tutaj
wiemy jak ciężkie Albus postawił przed tobą zadanie i właśnie dlatego wspólnie
szukamy rozwiązania. To czego dowiedzieliśmy się dzięki Hermionie i Draconowi
jest przełomowe, w końcu trafiliśmy na trop. – zaznaczył. - Jeżeli zmarnujemy taką okazję nieprzemyślanym
działaniem, możemy przegrać całą tę cholerną walkę. – dodał.
- Czekanie na
odpowiedni moment nic nie da, gdyż taki moment nigdy się nie pojawi. – warknął
Harry. – Nie widzisz tego? –
- Widzę, że nie potrafisz teraz podjąć odpowiedniej decyzji.
– odparł Kingsley. – Nie wyrażam zgody na jakiekolwiek działania z twojej
strony, czy kogokolwiek innego. – dodał tonem nieznoszącym sprzeciwu.
Harry zacisnął dłoń na różdżce. Zanim jednak Lupin zdołał
zareagować, nagle do namiotu weszła Ginny.
- Co ty tutaj robisz?
– zdziwił się jej ojciec. – Nie powinno cię tutaj być. –
- Tak jak i wszystkich, prawda? - odparła sucho i podeszła do Harry’ego
ignorując pytający wzrok Hermiony. – Harry chodź ze mną. – powiedziała twardo.
Czarnowłosy chłopak przez chwilę się wahał, po czym wyszedł z namiotu szybkim
krokiem. Ginny po chwili również zniknęła za połami ciężkiego materiału.
- Koniec zebrania. – oświadczył Kingsley, więc cała reszta
szybko zaczęła zbierać się do wyjścia. – Mapa zostanie u mnie. – dodał
Shacklebolt po czym złożył arkusz pergaminu i schował go w wewnętrznej kieszeni
swojej granatowej szaty.
*
Hermiona już dawno nie miała tak silnych wyrzutów sumienia.
Gdy tylko opuściła namiot pobiegła za Harrym i Ginny, lecz nigdzie nie mogła
ich znaleźć. Panowała już noc, więc musiała zachować ciszę.
- Harry, Harry.. – szeptała aż w końcu poczuła czyjąś dłoń
na swoim ramieniu. Odwróciła się i spojrzała wprost w szarobłękitne oczy
Dracona.
- Potter to kretyn i narwaniec, ale jestem go w stanie
zrozumieć. – odezwał się Ślizgon. – Daj mu teraz spokój, niech ruda ukoi mu
nerwy. –
Twarz dziewczyny wykrzywił grymas bólu.
- On mnie znienawidzi Draco, za to nie stanęłam po jego
stronie. – powiedziała Hermiona płaczliwym tonem. – Znienawidzi. –
- Przestań pleść głupstwa. – zganił ją arystokrata i
przyciągnął do siebie. – To że macie odmienne zdanie nie znaczy, że zaraz cię
znienawidzi. Musisz dać mu czas, a potem szczerze z nim pogadać. I przestań się
mazać, ostatnio zrobiłaś się strasznie wrażliwa. – zauważył.
- Przepraszam. – powiedziała Hermiona i odsunęła się od
chłopaka. Wzięła głębszy wdech i wyprostowała się porządnie. – Muszę wziąć się
w garść. – dodała po chwili. - Już za kilkanaście dni będziemy świadkować
Nevillowi i Hannie, musimy wymyślić jakieś dobre przemowy. – zauważyła.
- Nie ma mowy Granger. – odparł szybko Draco. - Jedyne co
mógłbym powiedzieć na tym pożal się Salazarze weselu, to ile razy dokopałem
Longbottomowi na szkolnych korytarzach. –
Hermiona zmarszczyła brwi.
- Nawet nie myśl że zostawisz mnie z tym samą! –
- Cóż, będzie musiała ci wystarczyć moja obecność. To i już
tak zbyt wiele. – odparł dumnie blondyn po czym zaczął iść w kierunku ich
wspólnego namiotu.
- Draconie Malfoy! – wrzasnęła Hermiona lecz szybko zakryła
usta dłonią, przypominając sobie o ciszy nocnej. – Jesteś nieznośny. – dodała
cicho i podbiegła do jasnowłosego chłopaka, który spojrzał na nią z łobuzerskim
uśmiechem.
„Chciałabym zostać tak na zawsze” pomyślała, lecz gdzieś w
głębi czuła, że wkrótce los wystawi ich ciężkiej próbie przynosząc ze sobą
trudne dni. Nie wiedziała dokąd zmierza i jak długo przyjdzie jej iść tą
ścieżką, jednak jedyne czego teraz pragnęła to słyszeć jego bijące serce obok
swojego. To dawało jej pewność i siłę. Dodawało odwagi.
„Będę walczyć.”, pomyślała w duchu. „Zawsze będę walczyć”.
Komentarze
Prześlij komentarz