Rozdział 9 - Głębiny.
Powoli, bardzo powoli zaczynała się przebudzać. Powrót z
krainy marzeń niejednokrotnie był długą podróżą, jednak teraz, gdy w namiocie
mimo wczesnych godzin porannych panował okropny zaduch, powrót do świadomości
trwał krócej niż zazwyczaj. Poczuła że włosy lepią jej się do karku i czoła. Skrzywiła
się i nagle zamarła. Wspomnienie wczorajszego pocałunku uderzyło ją z siłą
rozpędzonego buchorożca. Szeroko otworzyła oczy i zakryła usta dłonią.
Nasłuchiwała w ciszy oddechów Ślizgona jednak nie mogła dosłyszeć żadnych dźwięków
z pobliskiego łóżka. A więc i on już nie śpi, pomyślała. Znów przymknęła oczy i
wróciła wspomnieniami do wczorajszego wieczoru. Niczym blask pioruna, pod
powiekami mignęła jej postać pochylonego nad nią Ślizgona. Westchnęła. Nie
wiedziała co o tym myśleć, nie wiedziała w jaki sposób to odczytać, lecz nie
zamierzała się nad tym rozwodzić. Może Malfoy zapomniał się na chwilę, może
tylko kierowała nim ciekawość, jak to jest pocałować kogoś takiego jak ona.
Zakazany owoc.. Może..
Zmarszczyła brwi i skarciła się w duchu. Jest już dorosła,
tego typu rozterki męczyły ją jeszcze za czasów Hogwartu, ale teraz? Teraz
trwała wojna, nie miała czasu na podobne przemyślenia, z resztą i tak nie ma o
czym mówić. „Nic się nie stało” powiedziała sobie w duchu „Zachowuj się
normalnie” dodała, po czym wstała z łóżka i w tym samym momencie stanęła twarzą
w twarz z jasnowłosym arystokratą. „Cholera”, zaklęła w duchu.
- Dzień dobry. – powiedziała przyjaźnie, jednak w jej głosie
można było wyczuć lekką nutę zdenerwowania. Draco nie wyglądał na wyspanego.
Jego włosy były w całkowitym nieładzie, a pod oczami malowały się ciężkie,
szare cienie.
- Dzień dobry.-
odpowiedział nieco szorstkim tonem, jednak nie wzruszyło to Gryfonki.
Podejrzewała że po wczorajszym „incydencie”, Ślizgon znów zacznie się od niej
odsuwać. Gdzieś w sobie poczuła
nieprzyjemne ukłucie smutku. Stali tak przez chwilę aż w końcu Draco zniknął za
kotarą prowadzącą do jego łazienki. Z racji iż mieli spędzić miesiąc w jednym
namiocie, Kingsley zgodził się na magiczne powiększenie ich lokum i dostawienie
dwóch łazienek, dla większej prywatności. Łazienka Hermiony znajdowała się po
lewej, a Dracona po prawej stronie. Gryfonka z prawdziwą ulgą weszła pod
prysznic i zaczęła zmywać z siebie poranny pot. Jedynym luksusem na jaki mogła
sobie pozwolić w Złotym Feniksie, był ulubiony szampon do włosów o zapachu
wanilii. Dzięki niemu jej włosy były jeszcze gładsze i ładnie się układały.
Uwielbiała zatracać się w jego słodkim zapachu, przypominał jej sobotnie, letnie
wieczory w domu rodzinnym, gdy całą kuchnię wypełniał aromat ciasta,
upieczonego wcześniej przez jej mamę, Jane Granger. Wakacje były czasem, gdy
jej rodzice trochę odpuszczali i pozwalali swojej córce na słodkie co nieco,
nawet zaraz przed snem. Hermiona uśmiechnęła się do swoich wspomnień… „Mamo,
tato” pomyślała, „Mam nadzieję że wciąż jesteście szczęśliwi”. „Mam nadzieję że
wciąż jecie to cholerne ciasto”.. dodała i po chwili strumień wody zmieszał się
z jej własnymi łzami.
~
Czuł się źle. Sam nie wiedział co dokładnie jest tego
przyczyną, jednak coś w jego wnętrzu nie dawało mu zasnąć. Przez kilka godzin
słuchał jej miarowego oddechu, aż w końcu gdy już prawie udało mu się odpłynąć
do krainy snów Gryfonka zaczęła majaczyć coś we śnie. Wstał i podszedł do niej
wolnym krokiem. Zauważył że z kącików oczu spływają jej łzy, pot wstąpił na
czoło, a oddech stał się krótki i nerwowy. Wyciągnął w jej kierunku dłoń lecz
zawahał się na chwilę. Gdy dziewczyna znów zaczęła dyszeć i marszczyć brwi
przez sen, dotknął jej policzka. Jeszcze nigdy nie dotykał nikogo o tak ciepłej
skórze. Była niczym ogień, niczym Szatańska Pożoga w samym środku suchego lasu.
Przestraszył się czy czasem Gryfonka nie ma gorączki, jednak wiedział że w
porównaniu do jego wiecznie chłodnych rąk, może wydawać mu się gorąca. Nie
przypominał sobie by Astoria bądź Pansy były tak ciepłe.. Nie… one były jak on,
chłodne jak głaz, posągowe, dumne i ciche. Nawet podczas wspólnych nocy
bardziej przypominały księżyc nic gorące, letnie słońce. Nagle, pod dotykiem
jego chłodnych palców Hermiona przestała wierzgać i znów zaczęła spokojnie
oddychać. Stał tak przez chwilę pozwalając by ciepło szatynki ogrzało mu dłoń,
aż w końcu wrócił do swojego łóżka, by trzy godziny później chwiać się pod
prysznicem.
Rzucił się na łóżko w czystym ubraniu i czuł jak zaczyna
ogarniać go senność. Gryfonka wciąż tkwiła w łazience za co dziękował w duchu
Salazarowi. Chciał chociaż przez chwilę być sam. „Trzeba było założyć dres
zamiast koszuli”, pomyślał i poczuł jak coraz bardziej traci kontakt z
rzeczywistością. Gdy umyta, wysuszona i ubrana w zwiewną sukienkę Hermiona
wyszła zza kotary, blondyn już smacznie spał.
~
Obudził się wyspany, mokry i wymięty. Koszulę i spodnie miał
nieprzyjemnie wilgotne i pierwsze kroki po przebudzeniu skierował prosto do
łazienki. Dopiero po prysznicu, ubrany w biały podkoszulek i szare, szerokie
spodnie poczuł się w pełni żywy i zadowolony. Wciąż wilgotne, jasne włosy
zaczesał do tyłu i usiadł na łóżku. Przyjrzał się Hermionie która utkwiła wzrok
w lekturze, musiał przyznać że w tej lawendowej, krótkiej sukience wygląda
naprawdę przyjemnie. Jej długie, gładkie, brązowe włosy opadały kaskadami na
łóżko i prawie sięgały podłogi. Nagle wgapianie się w dziewczynę przerwał mu
głośny dźwięk wydobywający się z jego własnego brzucha. „No tak, cały dzień nic
nie jadłem” pomyślał. Hermiona spojrzała na niego znad książki i po chwili
usiadła odkładając lekturę.
- Już szósta ale zostawiłam nasz obiad w zamrażarce. –
powiedziała i podeszła do swojej szafki nocnej. Mówiąc „zamrażarka” miała na
myśli iż za pomocą zaklęcia zaczarowała szafkę tak, by schładzała wszystko co
znajdowało się w jej wnętrzu. Bardzo przydatne zaklęcie od Molly Weasley, tym
bardziej w takie upały. – Wcześniej nie byłam głodna, może zjemy razem? –
zapytała z lekkim uśmiechem. Malfoy skinął głową na znak zgody więc Gryfonka
wyczarowała niski stolik i miękkie poduszki pośrodku namiotu. Po podgrzaniu
jedzenia różdżką i wyczarowaniu sztućców oboje usiedli po przeciwnych stronach
stolika i w ciszy zabrali się do obiadokolacji.
- Smacznego. – powiedziała Hermiona.
- Smacznego. – odparł jej Ślizgon i w ciszy zjedli sycący
posiłek. Draco, czując się zobowiązany wyczarował dwa, olbrzymie puchary
dyniowego soku i o dziwo znów poczuł się senny.
- Co czytasz? – zapytał jednak gdy Hermiona znów położyła
się na łóżku i sięgnęła po odłożoną wcześniej książkę.
- „Nowy, wspaniały świat” Aldous’a Huxley’a. – odpowiedziała
szatynka pokazując mu okładkę.
- Brzmi nieźle. – zauważył Draco.
- Bo jest niezła, chcesz przeczytać? Znam ją już na pamięć.
– uśmiechnęła się Hermiona.
-Nie, dzięki, ale.. – zawahał się arystokrata. Nie znał się
na mugolskiej literaturze i nie chciał wyjść na ignoranta, gdyby co chwilę
musiał prosić Gryfonkę o wytłumaczenie niezrozumiałych dla niego terminów. –
Mogłabyś mi o niej opowiedzieć i tak nie mamy nic do roboty. – dodał wzruszając
ramionami.
- To nie taki zły pomysł. – przyznała Hermiona. Na pustym
już przejściu znów wyczarowała stos miękkich i wygodnych poduszek, tym razem bez
dzielącego ich stolika i po chwili zaczęła bardzo szczegółowo opowiadać o
świecie przedstawionym w książce. Draco zastanawiał się jaki jest ten nowy,
wspaniały świat mugoli i z każdą godziną opowieści doznawał coraz większego
szoku.
- Musisz zrozumieć że ta historia to antyutopia, Draco. –
zaznaczyła poważnie Hermiona w którymś momencie. – Aldous Huxley w swojej
powieści chciał ukazać świat, do którego wielu ludzi dąży, świat jak mogłoby
się wydawać, pozbawiony wad. – Ślizgon słuchał w skupieniu i od czasu do czasu
prosił kasztanowłosą o wytłumaczenie czegoś, o czym nie miał pojęcia. Hermiona
wspomagała się różdżką i za pomocą wyczarowywanego dymu kształtowała go w
odpowiednie przedmioty, słowa bądź ludzi. Ślizgon nie mógł wyjść z podziwu dla
umiejętności gawędziarskich Hermiony. Czuł się tak, jakby sam przeniósł się do
przyszłości, do futurystycznego Londynu gdzie rządzi sterylna biel i zimne
szkło, gdzie ludzie się nie rodzili, lecz byli hodowani w probówkach i
genetycznie warunkowani do odpowiednich zadań. Gdzie nie było miłości, związków
ani małżeństw, bo „każdy należał do każdego”, a każde najmniejsze zmartwienie
bądź uczucie było tłumione przez zażywanie somy, narkotyku który był bramą do
raju i największym kłamstwem oraz zniewoleniem ludzkości. Czuł ból i
osamotnienie pół Indianina, który wyrwany z ostatnich „dzikich” osad ludzkich
znalazłszy się w „nowym, wspaniałym świecie” zrozumiał, że jest on niczym
więcej jak ułudą szczęścia i dyktaturą. Nowy, wspaniały świat nie istniał,
jedynie iluzja i soma, soma i iluzja…
Po skończonej opowieści Draco wstał i utkwił wzrok w wyjściu
namiotu. Jak bardzo chciałby się teraz przejść pod rozgwieżdżonym niebem…
przemyśleć kilka męczących go kwestii. Nagle spojrzał w górę a jego oczom
ukazała się wyraźnie odznaczająca się na tle granatowego nieba, droga mleczna.
Hermiona, rzuciwszy zaklęcie przezroczystości na sklepienie namiotu także
wstała, spojrzała w górę i zgasiła wszystkie lampy.
- Każdego dnia tworzymy nowy, wspaniały świat. – odezwała
się wciąż patrząc w gwiazdy. - To od nas zależy jaka będzie przyszłość. –
dodała i przeniosła wzrok na Malfoya. - Może być pozbawiona uczuć, miłości i
wolności, albo w mniemaniu wielu niedoskonała, ale za to pełna emocji, pasji i
po prostu życia. – uśmiechnęła się łagodnie. – To w obronie tej niedoskonałej
przyszłości wszyscy ryzykujemy własne życie Draco, ponieważ nowy, wspaniały
świat stworzony przez Sam Wiesz Kogo będzie tylko iluzją. –
Ciepły, lekki wiatr poruszył połami materiału i wdarł się do
środka, zapach wanilii wypełnił namiot. Nie wiedział czemu ale zbliżał się do
niej, tak jak i ona powoli zbliżała się do niego. W oczach obojga odbijało się
światło gwiazd, pewnie od milionów lat już martwych. Światło iluzji, ale jakże
piękne. To wszystko kłamstwo ale jakże cudowne!
Och, jakże nowy, wspaniały świat…
Objął ją w pasie i przysunął do siebie. Poczuł jak drży pod
jego dotykiem.
- Nie wiem dlaczego… - zaczęła Hermiona.
- Ale cię pragnę… - dokończył
Draco.
Patrzyli przez chwilę na siebie po czym Gryfonka dotknęła
jego twarzy. Przymknął powieki, przycisnął ją mocniej. Materiał sukienki wydał
mu się niezwykle cienki. Trwał tak przez chwilę chłonąc jej zapach aż w końcu..
znów poczuł jej usta na swoich, lecz tym razem nie smakowały łzami, były
ciepłe, słodkie i tak kusząco miękkie. Już dawno tak nie całował, delikatnie i
z wyczuciem, jakby znów robił to pierwszy raz, tylko lepiej. Wplótł dłonie w
jej długie włosy po czym wrócił na biodra. Poczuł jak zmienia się tempo. Było
coraz szybsze, zachłanne i dzikie. Mały, spokojny strumień zmienił się w rwącą,
szaloną rzekę. W końcu otworzył oczy i spojrzał jej w twarz. Była zarumieniona
i patrzyła na niego swoimi dużymi, brązowymi oczami. Jej dłonie wodziły po jego
plecach, po chwili przeszedł go przyjemny dreszcz.
- Ja… - zaczęła Hermiona niepewnie. Nie chciała przerywać,
nic już jej nie obchodziło. Ani jej mugolskie pochodzenie, ani sam fakt iż jest
czarownicą, nie dbała o toczącą się wokoło wojnę ani o mieszkających w
Australii rodziców. Od tak dawna była samotna, tak bardzo pragnęła choćby jednej
chwili, choćby jednej nocy… Egoistyczne pragnienie ciała stłumiło rozsądek i
wątpliwości. Hogwart przeminął, już nigdy nie zaczną się kłócić na lekcji
eliksirów, a teraz są dorośli i oboje tak daleko, daleko od domu…
- Mam nie przerywać? – zapytał Draco siląc się na spokój,
jednak w jego głosie można było wyczuć zdenerwowanie. Miał już wszystko gdzieś.
Ojca, matkę, Czarnego Pana, Astorię, Pansy, Blaise’a i Notta.. Był tym
zmęczony, tak bardzo, bardzo zmęczony… Wszystko wydawało mu się iluzją.
Lecz nagle jej usta, które znów znalazły się na jego
własnych, dały mu odpowiedź.
„Nie przestawaj”.
Przycisnął ją mocniej i przeniósł swoje pocałunki na
delikatną skórę szyi i ramion. Po raz kolejny i nie ostatni, zadrżała pod
wpływem jego dotyku.
*
Dyniowy sok cienkim strumykiem spływał ze stołu wprost na
podłogę obozowej kuchni. Mina Rona Weasleya zdradzała, iż znalazł się on pod
wpływem szoku tak wielkiego, iż nie zauważył jak jednym ruchem łokcia strącił
stojącą obok szklankę Jakuba Wolskiego. Brunet krótkim ruchem różdżki pozbył
się bałaganu i z niemałym rozbawieniem wpatrywał się w twarz rudzielca.
- Ale jak to przez miesiąc?! – wydyszał Ron świdrując wzrokiem
Ginny.
- Normalnie. – wzruszyła ramionami ruda. – Mama mi
powiedziała, że właśnie taką karę otrzymała Hermiona i Malfoy. – powiedziała i
usiadła obok Harry’ego. Wzięła jedną kromkę chleba i zaczęła ją gęsto smarować
porzeczkowym dżemem.
- A-ale że z Malfoyem? – jąkał się Ron. – Ona tam nie
wytrzyma dwóch dni! –
- Przypominam, że mówimy o Hermionie Granger, nie o Nevillu.
– odparła ściszonym tonem Ginny. – Ma różdżkę, poradzi sobie. – odparła i
wgryzła się w kanapkę.
Ron nie wyglądał na przekonanego. Mimo iż minęły lata, on
wciąż żywił uraz do Ślizgona. Mógł się przyznać przed sobą samym iż bardziej
dotyczy to ojca, niż samego Dracona, ale Lucjusza tutaj nie było, za to młody
Malfoy… Myśli wwiercały mu się w głowę,
były natrętne niczym letnie muchy które nie pozwalały odetchnąć choćby na
chwilę. Nagle poczuł czyjeś ciepło na swojej dłoni. Spojrzał na rękę, a później
w błękitne niczym poranne niebo oczy Lavender Brown.
- Da sobie radę. – powiedziała blondynka przyjaźnie. –
Jestem pewna, że gdyby Malfoy coś kombinował Hermiona z łatwością utrze mu
nosa. – dodała ochoczo. – Och! Pamiętam, że na trzecim roku raz mi się
pochwaliła że uderzyła Malfoya w twarz, ale nie wiem, czy to prawda. Wtedy
myślałam że zmyśla.. –
- To prawda. – przytaknął jej Harry. – Mieli taką małą
sprzeczkę. – dodał wymijająco i mrugnął w stronę Rona. – rudzielec uśmiechnął
się pod nosem na wspomnienie siarczystego policzka, którego niegdyś Hermiona
wymierzyła Ślizgonowi.
- Taak, chyba macie rację. – dodał po chwili Weasley i wziął
się za przerwane wcześniej śniadanie. Całkiem pochłonięty posiłkiem nie
zauważył, jak na twarz Harry’ego wpełza zdenerwowanie. Wybraniec wiedział że
Hermiona chciała przekazać mu coś pilnego, jednak mając obok siebie Malfoya
pewnie będzie chciała poczekać do końca kary. Harry czuł, że umyka mu coś
bardzo ważnego.
*
Budziła się powoli. Wyłaniała się zza woalki snu i marzeń
czując się niesamowicie wygodnie i błogo. Czuła że jest inaczej, lepiej i
jednocześnie dziwniej niż zazwyczaj. Przywykła do twardych materacy i
chłodnych, samotnych poranków. Teraz jednak swoim nagim ciałem wyczuwała
miękkie poduszki i ciepło pod dużym, puchowym kocem.
Chwila…
Nagim…
Nagim ciałem?!
Otworzyła oczy i z lekkim przerażeniem spojrzała w lewą
stronę. Obok niej, tak samo nagi, smacznie spał Draco Malfoy. Jego półdługie,
jasne włosy opadały mu na policzki, przez co wyglądał jak mały, niewinny
chłopiec. Twarz nie skalał mu żaden grymas, jedynie delikatny rumieniec
wypłynął mu na twarz podczas snu. „Cherubinek”, pomyślała Hermiona. „Tylko taki
chuderlawy..” dodała i zaśmiała się w duchu. Po chwili spoważniała. Zdawała
sobie sprawę że to co się między nimi wydarzyło, może mieć zły wpływ na ich
relacje, a spędzenie miesiąca w niezręcznej ciszy napawało ją lękiem.
Postanowiła że zachowa się jak dorosła. Skoro dorośli uprawiają seks (nawet
jeśli chodzili do różnych domów w szkole), to później powinni również normalnie
ze sobą rozmawiać. Chciała w to wierzyć. Wstała, okryła się cienkim
prześcieradłem zdjętym wcześniej ze swojego łóżka i rozebrawszy się za kotarą
weszła pod prysznic po swojej stronie namiotu. Nie zdążyła jeszcze nawet nanieść
szamponu na włosy, gdy nagle za plecami usłyszała męski głos.
- Posuń się Granger, też chcę się umyć. –
Hermiona krzyknęła i zasłoniła się rękami, chociaż efekt był
mizerny. Straciła równowagę i gdyby silne dłonie Dracona w porę jej nie
przytrzymały, wyrżnęłaby głową o podłogę.
- Nie wydzieraj się tak. – powiedział wciąż zaspanym głosem.
- Co ty tutaj robisz?!- syknęła Hermiona i gdy już
wyswobodziła ręce wróciła do zasłaniania biustu.
- Ale wiesz, że wciąż widać ci małą? – zauważył Draco
spokojnie.
- Zamknij się! – wrzasnęła Hermiona i z czerwoną od
oburzenia i wstydu twarzą wypchnęła go za zasłonę. – Kąp się u siebie! – dodała
i zasłoniła usta dłonią. Serce waliło jej jak szalone. Wiedziała że po
wczorajszym nie powinna się wstydzić, w końcu i tak widział ją całą, lecz
teraz, po odespaniu i w blasku dnia, wczorajszy wieczór wydał jej się odległy i
jakby nierealny. Nigdy nie brała wspólnych kąpieli z Ronem, więc nie przywykła
do podobnych sytuacji. Pozwoliła by woda ukoiła jej nerwy i gdy serce odzyskało
swój normalny rytm wróciła do mycia włosów.
~
Wyszła z łazienki z nieco obrażoną miną i ostentacyjnie nie
spojrzała w stronę Ślizgona, gdy ten wyczarowywał na środku namiotu stolik i
poduszki. Po chwili zdjął z tacy dwa talerze ze śniadaniem, które wcześniej
przyniosła im Molly Weasley życząc smacznego. Hermiona bez słowa usiadła przed
talerzem i podziękowała za przygotowanie nakrycia.
- Smacznego. – powiedział Draco uśmiechając się pod nosem.
Nadąsana twarz Gryfonki wydała mu się urocza. Kremowa sukienka uwydatniła lekką
opaleniznę której dziewczyna dorobiła się nad jeziorem, a włosy gdzieniegdzie
rozjaśniło słońce. Nagle poczuł, że chce mu się pić. Łapczywie wlewał w siebie
zimny sok z dyni i gdy opróżnił puchar uczucie pragnienia wciąż go nie
opuszczało. Zjadł w ciszy śniadanie i razem z Gryfonką posprzątał po posiłku.
Gdy umył zęby i położył się na łóżku, od razu wiedział że nie da rady tak
milczeć.
- Wybacz, że wszedłem ci pod prysznic. – walnął ni z tego ni
z owego.
Gryfonka drgnęła i udawała że wciąż czyta, jednak jej oczy
pozostały nieruchome.
- Nie ma sprawy… - powiedziała po chwili. - Po prostu, po
prostu nie rób tego więcej. -
- Jasne. – odparł i utkwił wzrok w suficie. Czuł, że
poruszenie tematu wczorajszej nocy nie przyjdzie z łatwością.
~
Była w połowie książki gdy upał stał się nie do wytrzymania.
Odłożyła lekturę na bok i kątem oka spojrzała na Dracona, który siedział teraz
na łóżku w samych spodenkach.
- Gorąco.. – mruknęła do siebie wpatrując się w chłopaka.
Nagle jego niebiesko szare oczy spojrzały wprost na nią. Odwróciła wzrok i
spłonęła rumieńcem. Draco już chciał się odezwać gdy nagle z oddali zaczęły
dochodzić dziwne krzyki i piski. Gryfonka wstała zaalarmowana i rzuciła
zaklęcie przezroczystości na lewą stronę namiotu należącą do Ślizgona.
- Oooochhh! – westchnęła głośno. – Mają basen! Ale im
zazdroszczę! – jęknęła i wciąż przyglądała się radośnie pluskającym w wodzie
dzieciom i dorosłym. Arystokrata stanął
obok kasztanowłosej i spojrzał na dziwne urządzenie ze sceptycyzmem.
- Wydaje się być płytkie. – zauważył. – Popływać to tam nie
można. –
- Może i nie można, ale za to schłodzić się jest doskonale.
– odpowiedziała mu Hermiona. – Wszystko bym dała by też wejść do tego basenu…
Kingsley wie co robi zamykając nas tutaj akurat w sierpniu! - dodała z
rozżaleniem i rzuciła się na swoje łóżko cofając zaklęcie. Pomruk
niezadowolenia wydobywający się z ust dziewczyny rozbawił chłopaka.
- Zachowujesz się jak mała dziewczynka. – zauważył.
- Bo może nią jestem. – prychnęła Hermiona i skrzyżowała
ręce.
- Cóż, wczoraj wydawałaś mi się całkiem dorosła. – odparł
podstępnie Draco i zauważył że Gryfonka zamiera. – Rozumiem że nie chcesz o tym
mówić? – dodał po chwili.
Dziewczyna wciąż odwrócona do niego plecami w końcu
odpowiedziała.
- Nie wiem czy jest o czym. – odezwała się cicho. – Sami
dobrze wiemy, jak jest między nami. –
- To znaczy? –
Gryfonka westchnęła i niechętnie wstała.
- Przecież wiesz. – odezwała się niepewnie. – Ty, ja,
Gryffindor, Slytherin, czysta i brudna krew i tak dalej, i tak dalej… lepiej
żeby nikt się o tym nie dowiedział. –
- Bo co? Bo twoi przyjaciele urwali by mi głowę? – Draco
gniewnie zmarszczył brwi.
- Nie. – odparła hardo Gryfonka i w końcu spojrzała mu w
oczy. – Bo raczej twoi nie mogliby ci darować że spałeś ze szlamą. – prawie
warknęła po czym nagle, bez żadnego ostrzeżenia wrzasnęła na całe gardło i
upadła na podłogę. Malfoy przez chwilę stał oniemiały i patrzył na wijącą się z
bólu Granger po czym bez namysłu wybiegł z namiotu, a raczej chciał wybiec, gdyż
niewidzialna zasłona skutecznie mu to uniemożliwiła. Nie wiedział co robić i
kogo wołać gdy nagle do namiotu wbiegł Artur Weasley, Kingsley Shacklebolt i
Jakub Wolski.
- Co się stało?! – wrzasnął Jakub i podbiegł do dziewczyny.
– Zrobiłeś jej coś? – powiedział twardo w stronę Dracona. Krzyki Hermiony
raniły im uszy.
- Jakubie, wiesz że sprowadziło nas tu przełamanie tabu. –
zaczął spokojnie lecz głośno pan Weasley.
– I z tego co widać zrobiła to Hermiona. – dodał
Shacklebolt.
- O czym.. o czym wy mówicie? – zapytał Ślizgon podnosząc
się z podłogi. Z odpowiedzią pospieszył mu Kingsley.
- Ustaliliśmy, że pewne słowa staną się tabu. To samo zrobił
Sam Wiesz Kto, choćby z własnym imieniem. Postanowiliśmy wykorzystać ten pomysł
do ochrony Złotego Feniksa. Tylko poplecznicy Sam Wiesz Kogo używają słów które
obrażają czarodziejów niemagicznego pochodzenia. Dlatego nie rozumiem, dlaczego
ona je wypowiedziała. –
W międzyczasie Artur Weasley wyszedł i wrócił z małą
buteleczką w ręce.
- Mieliśmy małą sprzeczkę. – powiedział wymijająco Draco. –
Czy ona.. czy to jej minie? –zapytał próbując ukryć zdenerwowanie. Jakub
szeptał Hermionie coś do ucha pochylając się nad nią lecz najwyraźniej było to
nieskuteczne, gdyż krzyki dziewczyny nie cichły. Za to bliskość chłopaka
zaczęła drażnić Ślizgona. Skrzyżował ręce na piersi by ukryć drżenie rąk i
skupił się na słowach Artura.
- Podam jej teraz antidotum, ale przez cały dzień jeszcze
będzie odczuwała skutki zaklęcia. – powiedział ojciec Rona i z pomocą Jakuba
wlał Hermionie eliksir do gardła. Po kilku chwilach krzyki zmieniły się w rzężenie
i ciężkie sapanie. Brunet wziął dziewczynę na ręce i położył ją na łóżku.
- Czy mogę tutaj zostać? – zapytał Jakub Shacklebolta.
- Nie widzę takiej potrzeby. – odparł Kingsley. – Mam
nadzieję, że odpowiednio zajmie się pan panną Granger? – dodał zwróciwszy się
do Ślizgona.
- Tak. – przytaknął mu krótko blondyn.
- Podaj jej drugą dawkę o północy. – zwrócił się w jego
kierunku Artur Weasley i podał mu mały, ciemny flakonik.
Po chwili obaj mężczyźni wyszli, jednak Jakub wciąż stał
obok Gryfonki.
- Postaraj się jej nie denerwować. – odezwał się w końcu
brunet i pogładził Hermionę po rozgrzanym policzku. W końcu ruszył w kierunku
wyjścia, lecz zanim zniknął za połami namiotu zatrzymał się przy Draconie.
- Rano przyjdę sprawdzić jak się czuje. – dodał i wyszedł na
zalany słońcem trawnik. Draco ostatkiem silnej woli powstrzymał się, by mu nie
odpyskować.
~
W porze kolacji do namiotu wpadł Ron, Harry oraz Ginny,
którzy zaalarmowani stanem swojej przyjaciółki koniecznie chcieli sprawdzić co
się z nią dzieje. Weasley praktycznie od wejścia przejawiał ciągoty do wszczęcia
bójki z Malfoyem, lecz pod wpływem uspakajającego (i natarczywego) przekonywania
jego siostry że Hermionie nic nie będzie, dał sobie spokój. Potter wydał się
Draconowi bardziej posępny niż zwykle ale nie miał czasu by się nad tym
zastanawiać. Gryfonka co chwilę gorączkowała więc na okrągło musiał zmieniać
jej zimne kompresy, podawać wodę i praktycznie nieprzytomną zanieść do
łazienki. Gdy dziewczyna półprzytomna kazała mu wyjść zgodził się niechętnie i
gdy po pięciu minutach wciąż go nie wołała wszedł nawet nie pytając o
pozwolenie. Z przerażeniem odkrył że Granger leży na podłodze i charczy niczym
dogorywające zwierze, więc czym prędzej wziął ją na ręce i zaniósł do łóżka. Z
prawdziwą ulgą przyjął odwiedziny Sary Mitchell, uzdrowicielki z polowego
szpitala, która zbadała Hermionie temperaturę, puls i uspokoiła Ślizgona na kolejnych
kila godzin. Dopiero koło północy, gdy już ledwo widział na oczy musiał podać
dziewczynie antidotum, co w jej stanie wcale nie było takie proste. Wziął jej
głowę i chwycił tak, jakby w objęciach trzymał noworodka. Drugą ręką lekko
rozchylił jej usta po czym próbował wlać
do nich zawartość fiolki. Hermiona jak na złość zaczęła zaciskać zęby i wargi.
Krople potu wstąpiły na jej czoło a oddech znów przyśpieszył.
- Dalej Granger, nie bądź taka uparta. – powiedział z
wysiłkiem Malfoy jednak kasztanowłosa wydawała się być dręczona przez jakieś
koszmary, które uniemożliwiały jej spokojne przyjęcie lekarstwa. Draco
westchnął i siłą woli sprawił że fiolka zawisła w powietrzu. Ujął twarz
dziewczyny chłodnymi dłońmi i delikatnie pocałował jej rozgrzane wargi. Fiolka
powoli lewitowała w kierunku chłopaka, a on, korzystając z własnych
umiejętności legilimencji wszedł do umysłu Gryfonki.
Było tam ciemno i zimno jak w głębokim, mrocznym grobie.
Mimo to wyczuwał czyjąś obecność i wychwytywał ból. Próbował iść przed siebie, postawić się
napierającej na niego ciemności jednak była ona tak gęsta i nieprzenikniona iż
każdy krok przychodził mu z trudem. „Gdzie jesteś”, pomyślał. Nagle, w
wszechobecnej ciemności dostrzegł zarys małej, skulonej postaci. Siedziała
pośrodku nicości ubrana w cienką beżową sukienkę i chowała głowę w kolanach
obejmując nogi ramionami. Cichy szloch wydobywał się z jej ust. Draco chciał
podejść, od razu rozpoznał sylwetkę Hermiony i jej długie, kasztanowe włosy
które teraz opadały smętnie na czarną materię rozpaczy. Lecz nagle zatrzymał
się gdy dostrzegł coś, co leżało przed bosymi stopami dziewczyny. Mała,
pomarańczowa włochata kulka. Łapki zwierzęcia były sztywne i a bursztynowe oczy
zimne niczym dwa guziki. „To ten jej wstrętny kot”, pomyślał i znów zrobił krok
do przodu lecz zatrzymał się gdy kot zamienił się w dwójkę nieznanych mu osób.
Mężczyzna i kobieta leżeli na brzuchach, a ich otwarte oczy były tak samo
martwe jak wcześniej u kota. Po kolorze włosów kobiety Draco doszedł do
wniosku, że musieli być to jej rodzice. Kilka sekund później ukazała mu się
martwa Weasleyówna, Ron leżący bez życia i zakrwawiony Potter. I tak na zmianę.
Kot, rodzice, Ginny, Ron, Harry, kot, rodzice, Ginny, Ron, Harry… Aż w którymś
momencie zobaczył samego siebie, leżącego na plecach, z zamkniętymi oczami.
Wziął głębszy wdech, jakby zapomniał na chwilę gdzie jest i czy to co widzi, to
nie przypadkiem prawda. Szloch Gryfonki stał się głośniejszy, a ciemność
zaczęła wypełniać się trupami. On, rodzice, kot, Ginny, Ron, Harry..
Draco otrząsnął się z szoku i z determinacją na twarzy opierając
się nicości czarnej jak węgiel, ruszył w kierunku dziewczyny. Ku swemu zdziwieniu
tym razem poruszał się szybko, jakby jego silna wola zachwiała ciemnością. W
kilku krokach znalazł się obok Hermiony, klęknął i objął ją mocno ramionami.
„To tylko koszmary”. „Tylko koszmary Granger”.
„Spójrz”.
Zapłakana dziewczyna podniosła wzrok. Nie było już nicości.
Trupy zniknęły a jej oczom ukazało się rozświetlone i skąpane w słońcu jezioro,
te same nad które kiedyś zabrała Dracona.
„Chodźmy nad wodę”, pomyślał Malfoy i podał jej dłoń
pomagając wstać. Milcząca jaźń dziewczyny uśmiechnęła się czule i chwyciła rękę
chłopaka.
„Chodźmy nad wodę.”
Draco wciąż całując rozgrzane usta Gryfonki korzystając z
chwili, chwycił fiolkę która wciąż wisiała w powietrzu, odsunął się od
dziewczyny i wlał całą jej zawartość do gardła Hermiony. Twarz od razu jej się
wygładziła a oddech stał się mocniejszy i spokojniejszy. Bał się czy mikstura
zadziała na dłużej, lecz po chwili kasztanowłosa zamrugała i spojrzała prosto w
jego oczy.
- Draco. – powiedziała słabym głosem i uśmiechnęła się lekko
dotknąwszy rozgrzanego od wysiłku policzka Ślizgona.
Blondyn głośno wypuścił powietrze z płuc i położył głowę na
brzuchu dziewczyny czując jak opadają z niego emocje. „Teraz już będzie dobrze”
pomyślał, po czym natychmiast zasnął.
~
Przetarł twarz ręką i
rozejrzał się dookoła. Szybko zauważył że nie leży w swoim łóżku, tylko w
Gryfonki i co gorsza, w samych majtkach. Podparł się na łokciu i dostrzegł jak
Hermiona stoi nad dużą, białą miską i coś w niej zatapia.
- Co ty wyprawiasz? -
zapytał zaspanym głosem.
- Dzień dobry. – odparła odwróciwszy się w jego stronę po
czym wróciła do wykonywanej czynności. – Piorę twoje ubrania, były całe
przepocone. – odpowiedziała na zadane wcześniej pytanie. – Spałeś jak dziecko,
nawet nie zauważyłeś jak cię lewitowałam by móc ściągnąć z ciebie ubranie. –
dodała z rozbawieniem.
- Jestem w samej bieliźnie. – zauważył przytomnie blondyn. –
Do tego nie w tej, w której byłem wczoraj. –
- Nie ma się czego wstydzić. I tak już widziałam to co jest
pod spodem. – odparła szatynka nie przerywając prania.
- Bardzo zabawne. – mruknął Draco i powoli wstał. Całonocna
opieka nad Gryfonką dała mu popalić. Rozciągnął się i ziewnął w sposób
całkowicie nie arystokratyczny, matka zapewne udzieliłaby mu ostrej reprymendy.
W międzyczasie Hermiona rozwiesiła pranie na sznurku rozpostartym między dwoma
łazienkami i gdy tylko skończyła lekko się zachwiała.
- Powinnaś się położyć. – usłyszała dziewczyna i poczuła na
ramionach dłonie Ślizgona. – Nie po to nie spałem pół nocy żebyś teraz mdlała
przy praniu. - Hermiona kiwnęła głową na
znak zgody i położyła się na łóżku. W tym samym momencie za wejściem do namiotu
usłyszeli głos Artura Weasleya.
- Dzień dobry! Mogę wejść? –
Draco z szybkością sokoła porwał leżące na poręczy jego
łóżka szare dresy i szybko je włożył. Gdy naciągał na grzbiet biały podkoszulek
Artur właśnie wchodził. Lewitując przed sobą dwie tacie po brzegi wypchane
jedzeniem, czekał aż Draco wyczaruje mały stolik dla siebie i dla dziewczyny.
- Molly życzy smacznego. – zaczął przyjaźnie. – Jak się
czujesz Hermiono? – zapytał usiadłszy na brzegu jej łóżka.
- Dobrze. – odparła Hermiona.
- Wcześniej kręciło się jej w głowie. – wszedł jej w słowo
Malfoy. Gryfonka spojrzała na niego jakby ją zdradził.
- Rozumiem. – zamyślił się Artur. – Możliwe że zaklęcie
podziałało na ciebie silniej niż powinno. Pamiętasz coś z tego co przeżywałaś?
– zapytał dziewczynę Weasley. Draco wytężył słuch. Nie wiedział czy chce aby
Gryfonka cokolwiek pamiętała z minionego wieczoru, jednak gdzieś w głębi ducha
pragnął aby dziewczyna wiedziała że był przy niej i pomógł jej poradzić sobie z
klątwą.
- Nie. – zaprzeczyła Hermiona po namyśle. – Wiem że
cierpiałam a później… jasne światło… może osoba… nie pamiętam.. – powiedziała
marszcząc brwi i dotykając skroni. Luka w pamięci i próby przywrócenia
wspomnień zaczęły wywoływać tępy ból, syknęła.
- Nie zmuszaj się . – przerwał jej Artur. – Może to i nawet
lepiej. – powiedział i poklepał ją czule po dłoni. – Ale mam jedno pytanie… -
dodał niepewnie. – Dlaczego użyłaś tego słowa? Dlaczego, właśnie ty? –
Hermiona spuściła wzrok. Jej twarz wykrzywił grymas bólu a
usta zacisnęła w wąską linię. Nie chciała tego tłumaczyć, nie chciała musieć
tego tłumaczyć gdyż wydawało jej się to oczywiste.
- Ja.. nie boję się wypowiadać tego słowa, gdyż się z nim
nie utożsamiam. Nie boję się go. – powiedziała twardo i podniosła wzrok wprost
na twarz zmartwionego mężczyzny. W kącikach zatroskanych oczu Artura pojawiły
się niewielkie zmarszczki gdy uśmiechnął się nieznacznie.
- Przez chwilę poczułem, jakbym znów słyszał Albusa
Dubledore’a. – westchnął. – Jak to szło? Strach przed imieniem wzmaga strach
przed tym który go nosi. – powiedział kiwając przy tym głową. – Rozumiem twój
punk widzenia, ale Hermiono, mówienie o sobie w ten sposób nie spowoduje, że
inni przestaną tak myśleć. Oni są ślepi, zbyt mocno wierzący w słowa swego
pana. A ty, czy tego chcesz czy nie, ranisz siebie samą gdy mówisz tak o sobie.
– powiedział i wziął ją delikatnie pod brodę gdyż Hermiona znów opuściła głowę
a po jej policzku spłynęła pojedyncza łza. – Dla mnie będziesz zawsze jak druga
córka. – zaczął, a oczy Gryfonki zaszkliły się mocniej. – Merlin mi świadkiem,
że w dniu w którym znów zapanuje pokój a twoi rodzice wrócą do domu, spojrzę im
w twarz i powiem że dbałem o ciebie jak umiałem najlepiej. Dlatego, nie rań
siebie więcej, a jeśli znów ktoś tak ciebie nazwie, zawsze możesz rzucić w
niego upiorogackiem, wiem że Ginny nauczyła cię tej klątwy. – dodał rozbawiony
i mocniej ścisnął jej dłoń.
Hermiona przytaknęła i z lekkim uśmiechem starła łzy z
twarzy. Gdy Artur opuścił namiot zabrała się do śniadania i ledwo skończywszy
posiłek powitała kolejnych gości. Ginny rzuciła się jej na szyję i wtulona
niczym w matkę spędziła tam niemal godzinę. W towarzystwie Harry’ego i Rona,
który co chwilę łypał na siedzącego na swoim łóżku Ślizgona, zapomniała o
trapiących ją smutkach i już w pełni radosna powitała Jakuba, który tak jak
obiecał przyszedł sprawdzić jak się czuje.
- Nudno tu bez ciebie. – zaczął chłopak i usiadł na jej
łóżku. – Gabriel i Adrian ciągle narzekają na mój brak skupienia, ale nie mogę
przestać myśleć o tym, że jesteś tutaj zamknięta podczas tak pięknego lata.. –
powiedział i spojrzał na nią smutno.
- Nic mi nie będzie. – odparła Hermiona i poklepała go po
ręce. Czuły gest nie uszedł uwadze Ślizgona. – Z resztą chyba aż tak się nie
nudzisz, słyszałam od Ginny że codziennie trenujesz z Cho Chang. – zauważyła
sprytnie. Jakub zmieszał się nieco i poprawił półdługie, ciemne włosy.
- Taak. Można powiedzieć że to taka terapia, coraz lepiej
sobie radzi ze śmiercią ojca. – dodał po chwili.
- To dobrze, cieszę się że jej pomagasz. – powiedziała
Gryfonka i w tym samym momencie usłyszała głos dobiegający z podwórka.
- Jakub, Kingsley cię prosi. – Gabriel nie wszedł do środka
tylko szybko oddalił się w stronę namiotu Shacklebolta.
- Jeszcze cię odwiedzę. – powiedział Jakub i całkowicie bez
ostrzeżenia pocałował dziewczynę w policzek. Hermiona siedziała oniemiała na
swoim łóżku i dotknęła miejsca w którym poczuła usta chłopaka. Draco wstał z
zamiarem wyjścia z namiotu lecz w ostatniej chwili powstrzymała go Gryfonka.
- Gdzie idziesz? –
-Na zewnątrz. – odparł chłodno.
- Nie możesz, bariera nie pozwoli ci wyjść. –
Draco prychnął.
- Myślisz że nie poradzę sobie z tak banalnym zaklęciem?
Nawet nie potrzebuję do tego różdżki. – dodał i zrobił kolejny krok jednak
zatrzymał się słysząc jej głos.
- I wyda się że umiesz posługiwać się magią bezróżdżkową.
Zaczną zadawać pytania jak się stąd wydostałeś. Tego chcesz? – zapytała
spokojnie Hermiona. Malfoy przymknął powieki i cicho westchnął. Istotnie,
byłoby to bardzo męczące, gdyby Kingsley, Weasley i Lupin zaczęli go maglować.
Na razie wolał zachować tę tajemnicę dla siebie. Zrezygnowany i wciąż wzburzony
położył się na łóżku, czuł że dzień robi się coraz gorętszy.
~
Obudził się z krótkiej drzemki cały spocony i od razu
spojrzał na sąsiednie łóżko. Hermiona leżała z rękami uniesionymi do góry i
oddychała cicho lecz płytko. Jej również było gorąco, nawet przez sen.
„Cholera” pomyślał, „Mam dosyć tego gorąca”. Nagle w głowie zaświtała mu pewna
myśl. Basenu co prawda nie miał, lecz posiadał moc dzięki której mógł stworzyć
coś o wiele, wiele lepszego. Najpierw za pomocą różdżki poszerzył namiot, po
czym odłożył magiczny artefakt na łóżko i skupił się najlepiej jak umiał. Po
chwili ziemia pod jego nogami zadrżała, budząc ze snu przerażoną dziewczynę.
- Co się dzieje? – zapytała zrywając się z łóżka, lecz
natychmiast znów na nim usiadła gdy dostrzegła jak pośrodku namiotu zaczyna
tworzyć się wielki, ciemny otwór. Spód namiotu, ziemia i znajdująca się na niej
trawa zniknęły, za to pojawiła się długa i szeroka, ziejąca czernią dziura.
Wyglądało to tak, jakby ktoś szykował grób na olbrzyma. Gryfonka przeniosła
wzrok na stojącego w oddali Ślizgona. Miał zamknięte oczy i wyciągnięte przed
siebie dłonie. Jasne włosy falowały targane przez podmuchy wiatru, który
zabierał ze sobą masy ziemi poza namiot i przynosił twarde kamienie, które
wyścielały boki i spód otworu.
- M-Malfoy.. – wydyszała Hermiona.
Po chwili arystokrata opuścił ręce i spojrzał na swoje
dzieło.
- Gotowe. – powiedział zadowolony i wziął się pod boki.
- Co jest gotowe? – zdziwiła się Hermiona i znów spojrzała w
wielką dziurę.
- To nasz basen. – odparł dumnie blondyn.
- Ty… ty to nazywasz basenem? –
- No, jeszcze nie jest do końca gotowy. – zgodził się Draco
i znów chwycił za różdżkę. – Aquamenti! – wrzasnął a z różdżki dosłownie
buchnął strumień czystej wody. – Było by szybciej gdybyś mi pomogła! – krzyknął
w kierunku oszołomionej Hermiony. Dziewczyna na lekko drżących nogach wzięła
swój magiczny przyrząd i po chwili oboje napełniali basen. Po kilku minutach
dziura zapełniła się czystą, przyjemnie chłodną wodą. Draco nie czekał ani
chwili, odrzucił różdżkę na bok, zrzucił z siebie przepocony dres i zostawszy w
samych bokserkach wskoczył do wody. Na kilka chwil zniknął pod powierzchnią po
czym wypłynął i z prawdziwą radością na twarzy zebrał wszystkie włosy do tyłu.
Gryfonka uśmiechnęła się mimowolnie.
- Teraz to ty zachowujesz się jak dziecko. – dodała.
Zastanawiała się czy kiedykolwiek widziała tak szczerą radość na twarzy
blondyna. Co chwilę zanurzał się i wypływał, okrążał zbiornik i znów znikał w
ciemnej toni. W międzyczasie Hermiona rzuciła na siebie zaklęcie i pozbyła się
bielizny oraz delikatnej, błękitnej sukienki. Stała teraz w czerwonym,
dwuczęściowym kostiumie kąpielowym i niepewnie przyglądała się wodzie.
- Chodź, nie bój się. – powiedział Draco i wyciągnął w jej
kierunku mokrą dłoń. Musiał przyznać przed samym sobą, że w tym kostiumie Gryfonka
naprawdę zachwyca. Hermiona zrobiła kilka małych kroków , gdyż kamienie
utworzyły podwodne stopnie które schodziły coraz głębiej, aż w końcu weszła na
głębszą wodę.
- Kto cię nauczył pływać? – zapytała dryfującego obok
arystokratę.
- Mój dziadek, Vigo Malfoy. – odparł Draco. – Zmarł gdy
miałem sześć lat. – dodał po chwili.
- Przykro mi. – przyznała Hermiona. – Ale jednocześnie ci
zazdroszczę. – przyznała. – Ja nie zdążyłam poznać żadnego z moich dziadków ani
żadnej babci. – powiedziała smutno.
- Szkoda. – zauważył Draco. – Pewnie byliby zachwyceni mając
za wnuczkę czarownicę. – dodał i mrugnął do niej łobuzersko.
- Kto wie!- odkrzyknęła mu Hermiona i zaczęła ochlapywać go
wodą. Ślizgon nie pozostawał dłużny. Ich krzyki i piski mieszały się z odgłosami
bawiących się w pobliskim basenie dzieci, na dworze panował prawdziwy skwar.
Nagle Draco zanurkował i nie wypływał przez dłuższą chwilę. Hermiona po dwóch
minutach zaczęła wpadać w prawdziwą panikę, jednak w tym samym momencie jasna
głowa chłopaka pojawiła się na powierzchni.
- Umiesz nurkować? – zapytał bez słowa wyjaśnienia.
- Powiedzmy, a co? – zapytała z przestrachem szatynka.
- Nie bądź tchórzem Granger, ponoć Gryfoni maja serce lwa. –
zakpił Draco i chwycił dziewczynę za rękę.
- Tak, a o Ślizgonach słyszałam że są podstępni niczym węże.
– odpyskowała po chwili.
- To absolutna bzdura. – powiedział Malfoy i teatralnie
uniósł palec w górę. – Węże to bardzo pożyteczne stworzenia, zabijają mniejsze
ssaki i owady, są inteligentne i.. –
- Tak, tak. – weszła mu w słowo Hermiona. – To płyniemy czy
nie, panie profesorze Malfoy? –
Draco spojrzał na nią spode łba, lecz po chwili uśmiechnął
się w sposób przez który Hermionie dreszcz przebiegł po plecach.
- Weź głęboki wdech. – powiedział i po chwili wciągnął ją na
głęboką wodę. Hermiona doznała prawdziwego szoku. Spodziewała się ciemnych,
wysadzanych szarymi kamieniami boków basenu, lecz nigdzie ich nie było. Dookoła
otaczała ją jasna, błękitna woda, jakby nagle znalazła się pośrodku czystego
oceanu. Spojrzała w dół. Pod ich stopami, na dnie zauważyła ciągnące się
kilometrami rafy koralowe i żyjące w nich stworzenia. Małe, kolorowe rybki,
pstre kraby i pasiaste węże morskie. Zniknął kamienny basen, namiot i Złoty
Feniks, teraz byli w raju. Gryfonka spojrzała na Ślizgona który wskazywał jej
palcem by wrócili na powierzchnię.
- Jak.. jak to zrobiłeś? – zapytała z zachwytem gdy
wynurzyła głowę znad wody. – To niesamowite! –
- Takie tam małe zaklęcie. – wzruszył ramionami Draco. –
Spatium Temporis*. – powiedział po chwili.
Hermionie aż zaparło dech.
- Przecież to jedno z najtrudniejszych zaklęć! – powiedziała
pełna podziwu. – Nie wiem czy sam Dubledore potrafił się nim posługiwać! –
dodała z niekrytym szacunkiem.
Spatium Temporis było zaklęciem łączącym czas i przestrzeń
dwóch podobnych do siebie obiektów, w tym przypadku wody. Tak więc Malfoy za
pomocą zaklęcia połączył prowizoryczny basen z wybraną rafą koralową,
istniejącą w prawdziwym świecie.
- Dzięki za słowa uznania. – uśmiechnął się Draco. –
Płyniemy zwiedzać dalej? – zapytał po chwili.
- Jasne! – odparła zachwycona Gryfonka. – Ale nie wiem na
jak długo mogę wstrzymać powietrze. –
- Nie ma problemu. – powiedział Ślizgon i rzucił na siebie i
dziewczynę zaklęcie bąblogłowy.
Znów chwycili się za ręce i zanurkowali w głąb zbiornika.
Ciemna powierzchnia wody znikała z każdą
chwilą i oczom obojga ponownie ukazała się bajecznie kolorowa rafa koralowa. Ławice
ryb w których łuskach odbijał się blask słońca, tańczyły w rytm podwodnych
prądów. Hermiona z zachwytem obserwowała podwodne życie. Podziwiała ukwiały i
muszle we wszystkich kolorach tęczy, małe i duże ślimaki morskie które mimo
swego sympatycznego wyglądu potrafiły być śmiertelnie jadowite. Od czasu do
czasu przepływała obok nich płaszczka bądź mały rekin, ale ryby nie zwracały na
nich zbyt dużej uwagi, bardziej były zajęte szukaniem pożywienia i unikania
realniejszych zagrożeń. W pewnym momencie Draco puścił rękę Hermiony i
zanurkował po coś głębiej. Gdy wrócił trzymał w ręce jasnoróżową muszlę
Świętego Jakuba. „Wracamy”, powiedział bezdźwięcznie i skierował się w górę, ku
powierzchni.
Gdy tylko wyszedł z wody zarzucił na siebie ręcznik i wyjął
ze swojej torby niewielki nożyk. Usiadł na brzegu basenu i zaczął otwierać
przegrzebka. Hermiona podpłynęła do niego i zatrzymała się obok jego nóg.
- Chyba nie myślisz że coś w niej będzie? - zapytała sceptycznie, jednak po chwili Draco
z triumfem na twarzy wyciągnął coś z otwartej muszli. Sporych rozmiarów perłowa
kulka o różowym zabarwieniu odbijała światło dnia. W słońcu zapewne lśniłaby
niczym diament.
- Jest piękna. – przyznała Hermiona i uniosła ze zdziwienia
brwi, gdy chłopak podał jej perłę na wyciągniętej dłoni.
- Jest twoja. – powiedział.
- Och.. To bardzo miło z twojej strony, ale może wolałbyś
dać ją komuś innemu? – powiedziała zaskoczona szatynka. Malfoy znów zanurzył
się w wodzie, dzięki czemu znalazł się bardzo blisko dziewczyny.
- Chcę dać ją tobie. – powiedział przybliżając się jeszcze
bardziej. Wolną ręką objął ją w pasie i przysunął do siebie.
- Nie rozumiem tylko, dlaczego akurat mnie. – wyszeptała
Hermiona wpatrując się w jego twarz.
- Bo taki mam kaprys. – odparł blondyn po czym pocałował
Hermionę prosto w malinowe usta. Dziewczyna odwzajemniła pieszczotę. Pozwoliła
by znów dziwna i niezrozumiała dla niej bliskość zapanowała między nimi. Czuła
jego miękkie wargi na swoich, zadrżała pod wpływem dotyku jego dłoni. Pragnęła
o wiele, wiele więcej.
Lecz zanim mogła skupić się na dalszych działaniach, z
zewnątrz dobiegł dobrze znany jej głos.
- Hermiona! Mogę wejść? –
W głosie Ginny Gryfonka wychwyciła nutę zniecierpliwienia.
Wraz z Draconem natychmiast odsunęli się od siebie, po czym Ślizgon wyszedł z
basenu i usiadł na i tak mokrym już łóżku. Ona za to została w wodzie, miała
nadzieję że woda schłodzi jej rozgrzane ciało i zmysły.
- Wejdź Ginny. – zawołała po chwili i ochlapała wodą
policzki.
- Macie basen! – krzyknęła od wejścia siostra Rona. – Jest
wspaniały! O wiele lepszy od tego który załatwił nam Kingsley. Czy mogę przyjść
tutaj jutro z Harrym? – zapytała niewinnie.
- J- jasne. – odparła Hermiona nie patrząc nawet na Dracona.
Była jednak przekonana że nie był tym faktem zachwycony.
- Dzięki! – ucieszyła się Ginny jednak po chwili jej oczy
rozbłysły jeszcze większym blaskiem. – Ale nie po to tutaj przyszłam. – dodała
szybko. - Hermiono, nie uwierzysz… - powiedziała prawie piszcząc. – Neville się
żeni! –
W namiocie zapanowała cisza. Hermionie szczęka niemal opadła
na samo dno basenu, aż nagle z szoku wyrwał ją nagły wybuch śmiechu Dracona.
Śmiał się głośno i na całe gardło. Ręcznik spadł mu z ramion a on sam położył
się na łóżku i chwycił za brzuch. Śmiał się jak jeszcze nigdy wcześniej.
SŁOWO OD AUTORKI:
Witam Was w kolejnym rozdziale! Sam rozdział jest dosyć długi, ale mam nadzieję że równie dobry i ciekawy. Komentujcie i odwiedzajcie moje media społecznościowe, zawsze możecie zadać mi tam pytanie, albo po prostu lepiej mnie poznać. Do zobaczenia i napisania w kolejnym rozdziale opowiadania!
*Spatium Temporis, czyli czas i przestrzeń z łaciny. Draco dzięki zaklęciu zagina czasoprzestrzeń :D
Komentarze
Prześlij komentarz