Rozdział 4 - Ruiny.


Powoli otworzył powieki. Chłodne powietrze poranka wypełniało namiot. Gruba kołdra przyjemnie grzała jego ciało, a on pierwszy raz od dawna czuł się naprawdę wypoczęty. Nie pamiętał, by cokolwiek mu się śniło. Spojrzał na drugi koniec dużego namiotu, gdzie wciąż spała kasztanowłosa dziewczyna. Przykryta po samą szyję oddychała cicho i miarowo. Na jej twarzy malował się błogi spokój, tak odmienny od tego co wczoraj usłyszał. Nie przypuszczał, że Gryfonka będzie zdolna do takiego kroku. Wymazanie rodzicom pamięci… Im dłużej się nad tym zastanawiał, tym straszniejszy, mimo wszystko, wydawał mu się ten pomysł. Usiadł na łóżku wciąż wpatrując się w dziewczynę i pierwszy raz od przybycia do obozu zaczął szczerze żałować, że nie może ruszyć się poza namiot bez jej obecności. Chętnie wyszedłby na zewnątrz i zaopatrzył się w duży kubek gorącej, ciemnej kawy. Hermiona nie wyglądała jakby miała zaraz się obudzić więc postanowił sam to zrobić, jednak tak jak poprzednim razem, zatrzymał się na niewidzialnej barierze.
- Cholera… - zaklął pod nosem. - Granger obudź się, chcę iść do łazienki. – powiedział stanowczo. Zero reakcji, Hermiona lekko zmarszczyła brwi jakby w odmętach jej świadomości zaczęła brzęczeć natarczywa mucha. – Granger! – podniósł ton Malfoy. – Gryfonka przewróciła się na drugi bok mrucząc coś niezrozumiale. – Granger!!! – zawył blondyn.
Hermiona usiadła chwiejnie na łóżku z rozczochranymi włosami i rozejrzała się po namiocie.
- Czego się wydzierasz Malfoy. – zapytała ziewając przeciągle i zakrywając usta ręką.
- Dzień dobry. – warknął. – Nie musiałbym podnosić głosu gdybyś ty łaskawie się obudziła. Ta bariera jest zupełnie niepotrzebna. – dodał z irytacją. – Naprawdę myślisz że zabiję cię we śnie? –
- N-nie. – odpowiedziała wciąż nieprzytomnie Hermiona. – Daj mi chwilę. – odparła i przeciągnęła się niczym duży kocur. Gdy już oprzytomniała na tyle by wstać i zabrać swoje rzeczy, oboje wyszli z namiotu i skierowali się w stronę toalet. Po śniadaniu zjedzonym w pustym jak na tę godzinę namiocie, poszli od razu do szpitala.
- Przepraszam za ten poranek. – powiedziała Hermiona wchodząc do namiotu. – Ta bariera… To faktycznie przesada. –
Ślizgon spojrzał na dziewczynę przenikliwie i wrócił do układania bandaży. Gdy zgłosili się pierwsi pacjenci kasztanowłosa kiwnęła na niego głową. Oboje w skupieniu opatrywali rany i przydzielali odpowiednie eliksiry chorym, a gdy popołudniu do szpitala przyszła Sara i Albert zrobili sobie krótką przerwę.
Namiot obozowej kuchni w porze obiadu pękał w szwach. Hermiona dostrzegła w tłumie Jakuba i z talerzem zupy w rękach skierowała się w jego stronę. Draco jak zwykle cicho podążył za nią.
- Hej Miona, dobrze że jesteś, miałem ci to zanieść po obiedzie. – zaczął Jakub który wciąż był gdzieniegdzie brudny i ubłocony, zapewne jeszcze kilkanaście minut wcześniej ćwiczył z innymi na poligonie. Brunet wyciągnął z kieszeni lekko pogniecioną kopertę i wręczył ją zdziwionej dziewczynie.
- Od Kingsley’a. – mruknęła Hermiona widząc podpis na kopercie.
- To wezwanie na dzisiejsze, wieczorne spotkanie. – odparł Jakub. – Ja i jeszcze kilkoro innych osób dostaliśmy podobne listy. –
Hermiona nie wiedziała co o tym myśleć, pierwszy raz dostała list od Shacklebolt’a. Uważała że szybszy byłby patronus z informacją, ale zapewne Kingsley chciał utrzymać to spotkanie w tajemnicy, skoro nie pozwolił by reszta mieszkańców Złotego Feniksa dostrzegła biegającego między namiotami, duchowego rysia.
- Czy mogę iść na to spotkanie? – zapytał od niechcenia Draco gdy pół godziny później wychodzili z namiotu. Wyrwana z zamyślenia Hermiona podała mu list.
- Musisz. Ciebie też chce widzieć. – dodała i ruszyła przed siebie. W połowie drogi do szpitala wpadła na Harry’ego i Rona. Draco stanął z tyłu gdyż wyglądało na to, że Wielka Trójca Hogwartu chce o czymś porozmawiać. Mimo szczerych chęci większość udało mu się usłyszeć.
- Dostałaś list? – odezwał się Potter.
- Tak, a wy? –
- Też. – odparli oboje.
- Jestem pewny że chodzi o Freda i George’a. – dodał sciszonym głosem Weasley. – Tata zabronił mówić o tym spotkaniu mamie. –
- Mogłabyś podpytać Malfoya.. – dodał Harry.
- Wątpię by cokolwiek wiedział. – odparła Hermiona i zmarszczyła brwi. – Nie ma co snuć teorii, wszystkiego dowiemy się wieczorem, tylko Harry.. – dodała spokojniej. – Nie obiecuj sobie po tym spotkaniu zbyt wiele, no wiesz… -
- Wiem. – odparł krótko Potter i minął Dracona nawet na niego nie spojrzawszy. Ron szybko do niego dołączył.
Blondyn przyglądał się dziewczynie która od momentu dostania listu, mocno spochmurniała. Wypełniała właśnie szpitalną kartotekę gdy postanowił poruszyć ten temat. Nie żeby go to aż tak bardzo obchodziło, ale wolał nie iść na to całe zebranie nie wiedząc co się dookoła dzieje. Nie wiedział jak zacząć. Nigdy nie należał do zbyt rozmownych osób, a nawiązywanie dialogu z tą akurat Gryfonką, było dla niego wciąż nietypowe i trudne.
- Gdzie są pozostali Weasleyowie? – zapytał nagle wciąż stojąc do niej plecami. Hermiona podniosła na chwilę wzrok z nad papierów i gdy wróciła do pisania, odparła.
- Pewnie już zdążyłeś zauważyć, że nie ma ich tutaj wszystkich, prawda? Cóż… Ron był w obozie pierwszy z rodziny. Gdy Złoty Feniks zaczął się rozrastać dołączył do nas pan Artur z żoną i Ginny. Później przyszedł Bill z Fleur i Percy, który jakimś cudem uciekł z Ministerstwa Magii, a jak wiemy samo Ministerstwo jest teraz w łapach Sam Wiesz Kogo. – dodała i spojrzała przelotnie na arystokratę. – Charlie, młodszy o dwa lata od Billa, nie mógł się przedostać przez rumuńską granicę, gdy wybuchła wojna. Pani Weasley codziennie się modli by nigdy mu się to nie udało. – przerwała na chwilę. – A Fred i George… Już od roku nie ma ich w obozie. Mają specjalne zadanie. –
- Specjalne zadanie? – odwrócił się w jej stronę Draco.
Hermiona zmarszczyła brwi. Nie wiedziała czy powinna zdradzić tak ważną informację Malfoyowi, jednak skoro Kingsley również chciał widzieć go na zebraniu, postanowiła mówić dalej.
- Fred i George podróżują po kraju i szukają pozostałych rebeliantów, no wiesz, ludzi którzy przez rządy Sam Wiesz Kogo muszą teraz się ukrywać, a że są to przeważnie jednostki bądź małe grupy, długo tacy ludzie nie pożyją. Fred i George gdy już ich znajdą, informują o tym Kingsley’a a on wysyła wtedy kogoś po tamtych. Większość mieszkańców Złotego Feniksa znajduje się tutaj dzięki bliźniakom. Zawdzięczają im życie. – dodała Hermiona i skończyła wypełniać karty. Ślizgon zamyślił się na chwilę. Wyglądał jakby część układanki nagle zaczęła pasować do reszty.
- A więc to są cienie. Kto by pomyślał. –
- Cienie? – Hermiona nic z tego nie rozumiała. Malfoy usiadł obok niej na kozetce, a na jego twarzy pojawił się kpiący uśmieszek.
- W szeregach Czarnego Pana od dłuższego czasu mówiło się o tajemniczych cieniach, osobach które wynajdują zdrajców, czy jak wolisz mówić, rebeliantów. Nikt nie wie kim oni są, moja ciotka rwała sobie włosy z głowy byle tylko ich dorwać, jednak oni za każdym razem jej umykali… - przerwał na chwilę i spojrzał w brązowe oczy Gryfonki, które zdawały się chłonąć każde jego słowo. – Jak widać Weasleyowie znowu zaszli nam za skórę. – dodał i zszedł z kozetki.
Hermiona zmarszczyła brwi.
- Nam? Mówisz o sobie?-
- Źle to ująłem. Mówiłem o czasie przeszłym. W tedy też musiałem ich szukać, jak widać nie udało mi się to. –
Hermiona poczuła ulgę i coś na kształt zadowolenia. Malfoy po raz pierwszy powiedział coś, co dotyczyło Śmierciożerców. Nie wiedziała czy to zasługa ich wspólnej pracy w szpitalu czy wczorajszej rozmowy, podczas której w dosyć znacznym stopniu się przed nim otworzyła, jednak czuła że chłopak zaczyna jej ufać. A ona jemu. Miał w sobie coś co ją intrygowało. W całej swojej postawie obojętnego i zimnego Ślizgona, potrafiła dostrzec człowieka który mimo wszystko postanowił odejść z szeregów Voldemorta. Dokonał tego wyboru z nieznanych dla niej przyczyn i dała by wiele, by móc je kiedyś poznać.
- Za godzinę idziemy na zebranie. – powiedziała wstając i podała Draconowi kolejną porcję bandaży do ułożenia.

~

Leżała na plecach i wciąż myślała o tym, co usłyszała na dzisiejszym spotkaniu. Draco w ciszy czytał książkę, wyglądał jakby wcale nie przejął się zadaniem które na nich czeka. A przecież mogą zginąć… Przymknęła powieki i jeszcze raz wróciła wspomnieniami do tego nieszczęsnego spotkania.
Weszli do namiotu jako ostatni. Kingsley stał pośrodku przed wielkim stołem, na którym jak zawsze walały się sterty wszelakich map i papierów. Artur Weasley i Remus Lupin stali obok, Jakub wraz z Gabrielem i Adrianem usiedli trochę dalej a Harry i Ron podeszli do Hermiony zaraz po tym, jak pojawiła się w namiocie. W tym momencie nie przeszkadzała im nawet obecność Malfoya. Oboje wyglądali na zdenerwowanych.
- Skoro jesteśmy już wszyscy, mogę zaczynać. – przerwał ciszę Kingsley i wziął do ręki niewielki skrawek papieru. – W tym liście, a raczej notatce. – zauważył. -  George i Fred Weasley powiadomili mnie o czarodziejach oczekujących naszej pomocy. Jest to dosyć liczna grupa, liczy osiem osób. Przez ostatnie miesiące ukrywali się wspólnie lecz zaczyna im brakować żywności i podejrzewają, że Śmierciożercy już wpadli na ich trop. Nie możemy zwlekać, jutro rano ruszymy na wskazane przez bliźniaków miejsce, Fred i George też tam będą. – powiedział i spojrzał na stojącego obok Artura Weasleya. – Niech chłopcy wrócą na chwilę do rodziny, Molly zapewne się ucieszy. –
Artur przytaknął i wziął się w garść, bo zaczynało ogarniać go wzruszenie. Tęsknota za synami coraz bardziej dawała o sobie znać.
- Jest jeden problem. – kontynuował po chwili Shacklebolt. – Mamy niewystarczającą ilość ludzi. Jeżeli podczas interwencji pojawią się Śmierciożercy, albo co gorsza, popierający ich uzbrojeni mugole, możemy być w poważnych tarapatach. Postanowiłem więc, że oprócz mnie, Artura, Remusa, Jakuba, Gabriela i Adriana, do akcji dołączy też panna Granger z Draconem Malfoyem i Ron Weasley. Wiem  że wasza dwójka wcześniej nie uczestniczyła w podobnych akcjach, ale żeby zapewnić bezpieczeństwo i doprowadzić akcję do końca, musimy prosić was o pomoc. –
Cisza zapadła tylko na sekundę. Jak można było się spodziewać największy sprzeciw padł ze strony Harry’ego. Upierał się że musi iść z przyjaciółmi, że nie puści ich samych nawet jeśli towarzyszyć im będzie uzbrojony po zęby oddział. Czuć było w jego głosie irytację i bezsilność. Miał nadzieję odnaleźć kolejne wskazówki dotyczące Horkruksów, i szczerze żałował że powiedział starszym o zadaniu, jakie powierzył mu Dumbledore. Między wrzaskami Harry’ego a próbującym go uspokoić Kingsley’em, Hermiona czuła że zaczyna ogarniać ją strach. Dopiero teraz, gdy po latach spędzonych w obozie ktoś znowu kazał jej wyjść poza jego bezpieczne granice, poczuła jak bardzo nienawidzi tej wojny. Namiastka domu jaką był dla niej Złoty Feniks sprawiła że wtopiła  się w jego codzienność, nie wyobrażała już sobie siebie jako wojowniczki, biegającej po lesie dziewczyny z workiem wypchanym lekami i książkami. Chciała wierzyć że to obóz jest tą racjonalną, prawidłową formą życia. Ale w końcu do niej dotarło, brutalna prawda wdarła się do jej głowy niczym palący ogień. Obóz to tylko bańka. Kiedyś może pęknąć i nikt nie wie o tym lepiej niż Harry. Harry, który każdego dnia nie może pogodzić się z tym, że stoją w miejscu. Harry, który obwinia się za tak małe rezultaty w pogoni za Horkruksami.
Spojrzała na twarz przyjaciela którą teraz wykrzywiała wściekłość i usłyszała cichy szept Malfoya, który zbliżył się do niej nieznacznie.
- Gdybym miał obstawiać kto pierwszy zeświruje i zacznie strzelać, stawiałbym na Pottera. –
Gryfonka zmarszczyła brwi. Wiedziała że dłuższe wykluczanie Harry’ego ze względu na jego wyjątkowość, może skończyć się naprawdę źle.
- Uważam że Harry powinien iść z nami. – odezwała się w końcu. – Powiem więcej, bez niego nigdzie nie idę. – dodała. Kingsley nie wyglądał na zachwyconego.
- Hermiona ma rację. – wtrącił się Ron. – Z resztą, nie może pan go zatrzymać siłą. –
- Nie, nie mogę. – odparł Shacklebolt. – A szkoda… – Na chwilę zapanowało milczenie. – W porządku. – odparł w końcu Kingsley. – Harry, dołączysz do drużyny ratunkowej, jutro o ósmej wszyscy spotykamy się przy wyjściu z obozu, od strony rzeki. To wszystko. –
Hermiona poczuła krótkotrwałą ulgę. Szczęśliwa iż Harry nareszcie ruszy się poza obóz, spokojnie zjadła kolację i udała się z Draconem na wieczorny obchód szpitala. Jednak teraz, gdy leżała w łóżku strach przed akcją znów zaczął ją paraliżować.
- Spróbuj o tym nie myśleć. –
Usłyszawszy głos Malfoya spojrzała w jego stronę. Blondyn odłożył książkę na stolik i zgasił lampę.
- To nie takie proste. – mruknęła.
- A co ja mam powiedzieć? – usłyszała w ciemności. –Nawet nie mam różdżki. –
Hermiona dopiero teraz uzmysłowiła sobie, że faktycznie, na jutrzejszej akcji Ślizgon będzie praktycznie bezbronny.

~

Był już gotowy do wyjścia gdy kazała mu zaczekać i bez słowa wyjaśnienia wybiegła z namiotu. Pięć minut później wróciła i wspólnie udali się za barierę obozu. Dzień był zimny i pochmurny. Zbliżał się maj, jednak jak na złość tego dnia zanosiło się na deszcz. Gdy wyszli poza barierę, po kilku minutach zebrała się cała ekipa ratunkowa.
- To świstoklik który zabierze nas w wyznaczone miejsce. – powiedział Remus Lupin wyciągając przed siebie sporych rozmiarów, stary garnek. Wszyscy zebrali się wokoło i dotknęli garnka gdy ten rozbłysnął niebieskim blaskiem. Kilkanaście sekund później dziesięcioosobowa grupa znalazła się na zapuszczonym terenie jednego z brytyjskich miast. Budynki były puste i zaniedbane. Wszędzie walały się sterty rozbitych szyb i części mebli, które ktoś wcześniej musiał wynieść na zewnątrz. Okolica nie zachęcała do spacerów.
- Bądźcie cicho i zachowajcie ostrożność. Miejcie oczy dookoła głowy. – rozkazał Shacklebolt przyciszonym tonem. Ruszyli gęsiego wzdłuż opuszczonych budynków.
Hermiona mocniej zacisnęła rękę na różdżce. Z magicznym artefaktem w dłoni czuła się bezpiecznie, postanowiła że zadba o bezpieczeństwo nie tylko swoje, ale także Ślizgona który został pozbawiony jakiejkolwiek broni. Ubrała się tak jak polecił jej Jakub, lekko, ale wygodnie. Stwierdziła że najlepsze będą jej obcisłe dżinsy, wygodne adidasy, biały podkoszulek i zielona kurtka ze ściągaczami. Długie włosy spięła w wysoki kucyk. Przed oczami miała szerokie plecy Jakuba, chłopak w pełnym skupieniu maszerował przed siebie i od czasu do czasu kazał wszystkim się zatrzymać. Według opisu jaki wysłali im bliźniacy, ósemka ukrywających się osób znajdowała się dwa domy dalej. Gryfonka czuła jak serce bije jej jak szalone. Miała wrażenie że zza budynku zaraz ktoś wyskoczy i rzuci się na nich z głośnym wrzaskiem. Nic jednak się nie wydarzyło. Doszedłszy do zrujnowanego domu Jakub, Gabriel i Adrian weszli pierwsi sprawdzając czy teren jest czysty.
- Więc? Gdzie oni są? – zapytał w końcu Ron.
- Zaczekajcie. – powiedział Jakub i schylił się by podnieść coś z brudnej podłogi. – To krew. – zmarszczył brwi i wytarł palce o spodnie.
- Spóźniliśmy się? – zapytał Kingsley, lecz zanim ktokolwiek zdołał mu odpowiedzieć, usłyszeli czyjeś kroki. Zza ściany, przed wejściem na kolejne piętro wyłonił się George Weasley. Bellatrix Lestrange praktycznie wbijała mu różdżkę w gardło i z obrzydliwym uśmieszkiem omiotła grupkę czarodziejów.
- George.. – wydyszał Artur Weasley i zrobił krok do przodu. Bellatrix zacmokała podle i pokręciła głową wbijając różdżkę jeszcze mocniej w skórę chłopaka.
- Witam. – odezwała się przymilnie, jakby chciała zachować pozory dobrego wychowania. – Długo czekałam na ten dzień, jednak jak widać nawet cień można złapać. W końcu.. – dodała i pocałowała Georgea w blady policzek.
- Nie dotykaj go wiedźmo! – zagrzmiał Ron z wściekłością na twarzy. Lestrange zignorowała rudzielca i wbiła wzrok w swojego siostrzeńca, który ubrany w długi, czarny płaszcz z wysokim kołnierzem stał obok Gryfonki.
- Draco. Widzę że masz się dobrze, przekażę to Narcyzie. –
Jasnowłosy chłopak mocniej zacisnął szczęki. Ku przerażeniu pozostałych zza pleców Bellatrix zaczęli wychodzić pozostali Śmierciożercy, trzymając zakładników w podobny sposób jak ich liderka. Cho Chang z ojcem, Minerva McGonagall, Filius Flitwick, Hanna Abbott i jej matka, Angelina Johnson, Horacy Slughorn, oraz Fred Weasley. Wszyscy wyglądali na mocno pokiereszowanych.
- Jeden ruch a wszyscy zginą. – ostrzegła ich Lestrange. – Potter… - zaczęła patrząc na Harry’ego. – Jeżeli pójdziesz z nami, puścimy pozostałych, co ty na to? –
Harry już miał zrobić krok w przód, jednak Hermiona zacisnęła mu rękę na przedramieniu.
- Nie bądź naiwny Harry, ona łże. –
- Nikt nie pytał cię o zdanie szlamo! – warknęła Bellatrix i w tym samym momencie trzy pociski przeszyły powietrze. Jakub, Adrian i Gabriel nie czekając dłużej przeszli do ofensywy. Widząc że poplecznicy Voldemorta posługują się jedynie magią, postanowili posłużyć się bronią palną. Raniona w ramię Lestrange puściła George’a i zawyła z bólu. Rozpętała się walka. Zrezygnowawszy z pistoletów, polscy czarodzieje tak jak pozostali zaczęli posługiwać się różdżkami. Zaklęcia śmigały w powietrzu, a Śmierciożercy rozpierzchli się na wszystkie strony. Hermiona zauważyła jak Draco zaczyna gonić swoją ciotkę, która ranna oddalała się w stronę pozostałych budynków. Nie wiedziała co Ślizgon zamierza. Ucieknie? Poprosi ciotkę o pomoc? Niestety, w jej kierunku zmierzał Fenrir Greyback.
- Może i jesteś szlamą, ale za to apetyczną. – powiedział uśmiechając się podle i wymierzył cios. Zaklęcie minęło Gryfonkę o kilka milimetrów. Biegła ile sił, jednak przez walające się wokoło sterty śmieci i gruzów, straciła równowagę i upadła wypuszczając z ręki różdżkę. W panice, napędzana adrenaliną i strachem, sięgnęła pod kurtkę i wyciągnęła z niej różdżkę Malfoya. To właśnie po nią wybiegła rano przed zbiórką. Już miała rzucić urok jednak w tej samej chwili Greyback wytrącił jej różdżkę zaklęciem. Magiczny przedmiot upadł kilkanaście metrów dalej. „To koniec”, pomyślała. On z pewnością ją zabije. Ale za nim to nastąpi zrobi coś gorszego. Od dawna słyszała w jaki sposób ten będący wilkołakiem Śmierciożerca, postępuję z kobietami. Gdy już uda mu się jakąś dorwać, zazwyczaj gwałci ją by później zabić pijąc jej krew. Z faktu swojego wilkołactwa nie ma zapewne ku temu zbyt wiele okazji, dlatego mimo mugolskiego pochodzenia Hermiona była dla niego łakomym kąskiem. Gryfonka z malującym się na twarzy przerażeniem zaczęła czołgać się do tyłu. Oprócz dławiącej rozpaczy nie czuła już niczego. Ani skręconej przy upadku kostki, ani kawałków szkła, które boleśnie wbijały się w jej dłonie. Zawsze gdy myślała o śmierci, pragnęła by była szybka. Niczym blask błyskawicy lub mrugnięcie okiem. Wiedziała jednak że Śmierciożercy nie mają w zwyczaju szybkiego zabijania swoich ofiar. Agonia konających była dla nich niczym nagroda za trud i wysiłek. Dobrze zdawała sobie z tego sprawę.
Fenrir Greyback podszedł do niej i chwycił ją za kucyk unosząc lekko do góry. Widok jej zapłakanej, przerażonej twarzy sprawiał mu szaloną radość. Upuścił ją z impetem, po czym zaczął rozrywać na strzępy delikatną, zieloną kurtkę. Jej krzyki ginęły w odgłosach wrzasków, rzucanych zaklęć i niszczonych budynków. Mężczyzna silnymi, brudnymi rękami chwycił jej głowę tak by odsłonić szyję. Gdy już myślała że za chwilę poczuje jego kły, Fenrir został zmieciony z niej zaklęciem i upadł na plecy. Nie wiedząc co się dzieje stracił przytomność.
- Nic ci nie jest? –
Hermiona spojrzała za siebie. Stojący kilka metrów dalej Draco trzymał w ręku swoją różdżkę. Podszedł do dziewczyny w kilku krokach i spojrzał na nią marszcząc brwi.
- Coś ci zrobił? –
Nie potrafiła odpowiedzieć. Trzęsącymi się rękoma próbowała zebrać do kupy resztki podartej kurtki. Podkoszulek w paru miejscach też był zniszczony. Spojrzała na swoje ręce, w których pełno było odłamków szkła. Krew ciekła z dłoni małymi stróżkami i dopiero teraz zaczął docierać do niej ból zadanych ran.
- M-moja kostka.. –
Ślizgon podszedł do niej i po delikatnych oględzinach bezceremonialnie wziął ją na ręce.
- Idziemy stąd. – powiedział i ruszył przed siebie.
- Gdzie jest Harry, gdzie jest Ron? – zapytała słabym głosem. – Gdzie są wszyscy? -
- Nie wiem i nie obchodzi mnie to. – odparł twardo po czym obrócił się w miejscu. Wśród ruin rozległ się głośny dźwięk teleportacji łącznej.

~

Podejrzewał że znajduje się blisko obozu. Z ranną Gryfonką na rękach przebiegł kilkanaście metrów, po czym zrobił sobie krótką przerwę. Pluł sobie w brodę, że pobiegł za ciotką. Nie powiedziała mu nic nowego, nic czego już by nie wiedział.
- Jak mogłeś tak nas zostawić Draco? – zapytała Bella przyciskając rękę do rany. – Mały, podły zdrajca! –
- Jak ona się czuje? – zapytał chłodno blondyn nie zważając na krzyki ciotki.
Bellatrix prychnęła kpiąco.
- A jak myślisz, niewdzięczny bachorze? Po twoim odejściu Czarny Pan zafundował jej i twojemu ojcu niezłą szkołę czarów niewybaczalnych, ale nie martw się, nie skończyli jeszcze jak Longbottomowie. –
Draco miał ochotę rzucić się na nią z gołymi pięściami. Nienawidził jej od dnia, w którym po raz pierwszy zjawiła się w ich domu.  Już chciał coś powiedzieć, gdy nagle usłyszał krzyki. Rozpoznał głos Granger i zmarszczył brwi. Bellatrix korzystając z okazji i nieuwagi siostrzeńca, zniknęła za pomocą teleportacji.
Gdy podbiegł do miejsca z którego słychać było wrzaski i zobaczył co się dzieje, zrobiło mu się niedobrze. Fenrir Greyback klęcząc nad Gryfonką zdzierał z niej ubranie i z lubieżnym uśmiechem odsłaniał swoje brudne kły. Ile razy był świadkiem podobnych obrazów? Krzyki i wrzaski tamtych kobiet. Zimna, zatęchła piwnica. Zaryglowane i zamknięte na klucz pokoje. To wszystko znów uderzyło w niego z siłą huraganu. Rozejrzał się dookoła w poszukiwaniu jakiejś broni i zauważył dwie leżące obok siebie różdżki. W jednej z nich rozpoznał własną. Nie czekając miotnął w Greybacka zaklęciem i podszedł do oszołomionej dziewczyny. Patrzyła na niego swoimi dużymi, brązowymi oczami z których wciąż kapały łzy i próbowała zakryć się niezdarnie, jakby bała się iż może być naga po tak brutalnym ataku. Tak jak i on zaczęła dostrzegać swoje rany. Krwawiące, pełne odłamków szła dłonie, posiniaczone ciało, skręconą kostkę… Bez zastanowienia wziął ją na ręce i okręcił się w miejscu. Już nigdy nie pozwoli by kogoś spotkał tak straszny los.

~

-  Muszę tam wrócić i jej poszukać! – upierał się Jakub, lecz Kingsley był nieugięty. Dwadzieścia minut wcześniej wszyscy zdołali wrócić do obozu, zabierając ze sobą całą, ośmioosobową grupę z ruin. Jedynie Hermiony i Dracona nigdzie nie było widać. Harry z przeciętym łukiem brwiowym zgodził się opatrzyć zapłakanej Ginny, po czym dołączył do Jakuba.
- Jeżeli ona tam została, to musimy wrócić. –
- Wykluczone, po zmierzchu ja i Remus ruszymy na poszukiwania. – odparł Schacklebolt, jednak po chwili ich oczom ukazał się Draco Malfoy, który trzymając w ramionach Hermionę, praktycznie wbiegł do namiotu medycznego.
- Co się stało? – zapytała przerażona Sara.
- Zwichnięta kostka, odłamki szkła w dłoniach i parę siniaków. – odparł Dracon i położył dziwnie milczącą Hermionę na kozetce. Albert właśnie nastawiał złamaną nogę ojcu Cho Chang, więc nie miał mu jak pomóc.
- Poradzę sobie. – powiedział Malfoy, gdy Sara zaproponowała że zajmie się Hermioną.
Do namiotu próbował dostać się Ron z Harry’m oraz Jakub i Ginny, jednak Sara kategorycznie odmówiła im wejścia do i tak już zatłoczonego szpitala. W międzyczasie Ślizgon podał Hermionie znieczulenie i zaczął pensetą wyciągać z rany kawałki szkła. Robił to sumiennie i dokładnie, marszcząc przy tym nieznacznie brwi. Po oczyszczeniu wszystkich ran, odkażeniu i zabandażowaniu, przyszedł czas na kostkę. Delikatnie zdjął szatynce but, skarpetkę i podwinął nogawkę dżinsów. W opuchniętą już nogę wsmarował specjalną maść, po czym podał dziewczynie eliksir uzdrawiający. Hermiona wypiła go jednym haustem.
- Dziękuję. – powiedziała  i spojrzała mu w twarz. – Dziękuję że mnie uratowałeś. – dodała po chwili.
- Nie ma sprawy. – odparł, po czym wyciągnął z kieszeni dwie różdżki. Obie podał Hermionie.
- Lepiej je schowaj, zanim ktokolwiek mnie z nimi zauważy. – powiedział i po chwili dodał. – Byłoby miło, gdybyś nie wspominała o tym w raporcie dla Kingsley’a. –
Zszokowana Hermiona włożyła obie różdżki pod poduszkę. Miała tyle pytań. Co się stało z Bellatrix? Dlaczego przyszedł jej na ratunek i dlaczego teraz oddaje jej swoją różdżkę? Nic z tego nie rozumiała. Zmęczona i obolała przymknęła powieki i zanim się obejrzała, pogrążyła się w głębokim i spokojnym śnie.

~

Deszcz zaciekle bił o dach, a krople silnej ulewy chłostały poły namiotu. Uwielbiała ten dźwięk. Dawał jej pewność że jest bezpieczna i nic jej nie grozi. Gdy otworzyła powieki panował półmrok. Dzięki stojącej obok, gazowej lampie dostrzegła siedzącego obok Ślizgona. Spał na krześle opierając głowę na jednej ręce. Półdługie, jasne kosmyki opadały mu na twarz. Pomyślała że w takim wydaniu wygląda najlepiej. Nie dręczony żadnymi koszmarami. Spojrzała na swoje dłonie i powoli zaczęła je odbandażowywać. Rany w całości się już zagoiły i jedynie noga jeszcze nieco ją pobolewała. Musiała przyznać że Malfoy wykonał kawał dobrej roboty. Wyciągnęła zza poduszki obie różdżki i przyglądając się im przez chwilę pomyślała, że jasnowłosy arystokrata jest dla niej jeszcze większą zagadką niż zwykle. Westchnęła ciężko i zaklęciem naprawiła swoje poszarpane ubranie. Na wspomnienie Greybacka wzdrygnęła się bezwolnie. Nawet nie chciała myśleć co by ją spotkało, gdyby arystokrata nie zjawił się w porę. Nie zamierzała tego tak zostawić, lecz jedyne czego teraz pragnęła to znaleźć się we własnym namiocie. Wstała, poprawiła włosy i wahając się lekko wyciągnęła przed siebie dłoń.
- Malfoy? – położyła rękę na ramieniu chłopaka i potrząsnęła nim delikatnie. Arystokrata po chwili zamrugał i spojrzał półprzytomnie na dziewczynę.
- O co chodzi? – zapytał przecierając oczy.
- Już mi lepiej. Chodźmy do namiotu, nie możesz spać na krześle. – powiedziała cicho, by nie obudzić pozostałych pacjentów.
- A jak noga? –
- Jakoś dojdę. – odparła i wyczarowała duży, przeźroczysty parasol.
- W porządku. – kiwnął głową Draco i wstał z krzesła z cichym jęknięciem. Po chwili oboje wyszli z namiotu, wcześniej informując o tym śpiącego przy wyjściu Alberta.

~

Ginny zaplatała kolejny warkocz  z białego materiału śmiejąc się przy tym głośno. Siedząc wraz z Hermioną i Draconem przed ich namiotem i korzystając z pięknej pogody, przygotowywali dekoracje na zbliżający się festiwal wiosny.  Malfoy kategorycznie odmówił uczestnictwa, w jego zdaniem, tak bezsensownym zajęciu. Prawie leżał na krześle obok Hermiony i udawał że śpi. Za nic w świecie nie chciał brać w tym udziału. Gryfonka nie naciskała, skoro nie chciał pomóc, „niech siedzi”, pomyślała i tak wciąż nie mógł się bez niej nigdzie ruszyć.
- Więc? – zagadnęła ją konspiracyjnym tonem Weasleyówna. – Z kim idziesz na festiwal? –
- Z nikim. – wzruszyła ramionami Hermiona. Noga już całkowicie przestała ją boleć . – To znaczy, wiesz.. Pewnie przyjdę z Malfoyem. –
- No tak.. – odparła Ginny i spojrzała w kierunku Ślizgona, który niczym kot wygrzewał się na słońcu.  – A w co się ubierzesz? –
- Pewnie przyjdę w tym. – powiedziała kasztanowłosa i wskazała na swoje dżinsy i znoszony T-shirt.
- Wykluczone! – obruszyła się ruda. – Kiedy ostatnio założyłaś jakąś sukienkę? –
- Ginny, trwa wojna, nie w głowie mi suk..-
- Wiem. – weszła jej w słowo przyjaciółka. – Wiem że mamy wojnę, i że sukienki to ostatnia rzecz o jakiej powinnam myśleć, ale… Ale mamy tak mało okazji by poczuć się trochę bardziej… -
„Normalnie”, dokończyła za nią w myślach Hermiona i przestała zaplatać materiał. Spojrzała na swoją przygaszoną przyjaciółkę która była dla niej niczym rodzona siostra. Rozumiała ją całkowicie. Strzępy dawnego życia niczym demony, od czasu do czasu dawały o sobie znać. Wojna i trwający dookoła strach sprawiały że łatwo było zapomnieć o tym, jak może wyglądać szczęśliwe życie. Festiwal wiosny był jedną z najbardziej wyczekiwanych imprez w roku. Ludzie mogli wtedy choć na chwilę, choć na jeden wieczór zapomnieć o tym jak bardzo na co dzień cierpią. Pozbawieni swoich domów, rozdzieleni z ukochanymi i rodziną, przez ten jeden wieczór śmiali się bez wyrzutów sumienia i bez łez. Po srogiej zimie znów przyszła wiosna, wybuchając katatonią barw i zapachów, wlewając w ich serca nową nadzieję. Jak mogłaby jej tego odmówić? Hermiona położyła rękę na dłoniach Ginny i uśmiechnęła się do niej łagodnie.
- Będę szczęśliwa jeśli pożyczysz mi jakąś sukienkę. – powiedziała i zobaczyła jak po chwili twarz najmłodszej z Weasleyów się rozpromienia.
- Wybiorę ci najładniejszą, zobaczysz. – ucieszyła się Ginny, po czym obie znów wróciły do zaplatania.
Wieczór nadszedł jej zdaniem zbyt szybko. Ginny pożegnała się z nimi i zabrała wykonane przez nie dekoracje do namiotu swojej matki, która następnego dnia miała zagonić większość młodzieży Złotego Feniksa do przystrajania obozu. Hermiona po zjedzonej kolacji i gorącym prysznicu zmierzała do namiotu w którym leżał Draco. Już nie mogła się doczekać, by jutro, podczas festiwalu przekazać mu nowinę. Nagle usłyszała za sobą wołanie.
- Miona!-
Jakub podbiegł do niej w kilku susach i z uśmiechnął się szeroko.
- Ładnie ci w takich włosach. – powiedział i dotknął jej wilgotnych kosmyków.
- Dziękuję. – odparła nieco zmieszana.
- Wiesz, jutro jest festiwal, mógłbym po ciebie wcześniej przyjść? – zaczął zmieszany. – Wiem że musisz pilnować Malfoya, ale poprosiłbym Gabriela i Adriana by go zabrali. Co ty na to? –
- Och.. To znaczy… - Hermiona nie wiedziała co odpowiedzieć. – Musiałabym zapytać o zdanie Kingsley’a. –
- Już pytałem, nie ma nic przeciwko. – odparł szybko Jakub.
- W takim razie… w takim razie w porządku. –
- Super, przyjdę po ciebie o osiemnastej. Idź do łóżka bo się przeziębisz. – powiedział brunet i pomachał jej na pożegnanie. Hermiona stała jeszcze chwilę przed namiotem po czym weszła do środka. Draco leżał na łóżku i czytał jedną ze swoich książek. Zdziwiła się gdy usłyszała jego głos.
- Czyli jutro na festiwal odeskortują mnie lewy i prawy? – zapytał od niechcenia wciąż mając wzrok utkwiony w lekturze.
- Słyszałeś? – zdziwiła się Gryfonka. – Lewy i prawy? –
- Tak ich nazywam. – odparł sucho przewracając kartkę.
- Tak.. tak jakoś wyszło. Mam nadzieję że się nie gniewasz? –
- Niby dlaczego? –
- Ponieważ miałam iść z tobą… - zaczęła nieśmiało
- Nie miałaś iść ze mną, tylko mnie przyprowadzić, to różnica Granger. –
- Tak. – przytaknęła mu Gryfonka. – Właśnie… Dobranoc. -
- Dobranoc. – odparł i po chwili odłożył książkę. Nagle poczuł że odechciało mu się czytać.

~

Przez cały dzień czuła nienazwany lęk. Stresowała się sukienką, którą wybrała dla niej Ginny i prawdę mówiąc nie wiedziała dlaczego zgodziła się wyjść z Jakubem. Bardzo go lubiła, był przystojny i odważny, jednak nie wiedzieć czemu chciała zabrać na ten nieszczęsny festiwal Malfoya. Pomyślała że chłopak najprawdopodobniej odmówi Gabrielowi i Adrianowi i w ogóle nie zjawi się na festiwalu. Ta myśl zabolała ją bardziej niż powinna. Nie wiedziała co jest tego przyczyną. Podejrzewała że w głębi duszy chce przekonać Ślizgona do siebie i innych. Pokazać mu, jak kolorowy i przyjazny może być świat. Był teraz samotny, pozbawiony osób które go znały i które tolerował. Chciała by choć odrobinę dał się porwać panującej dookoła wzniosłej i przyjaznej atmosferze.
- Dlaczego się tak marszczysz? – zapytała ją nagle Ginny. Hermiona dopiero po słowach przyjaciółki uzmysłowiła sobie że od kilku minut intensywnie rozmyśla o Malfoyu. Wzięła głębszy wdech i spojrzała w lustro. Siedząc w namiocie Luny i Ginny, będąc już ubraną, zaczęła się lekko nudzić. Właśnie dochodziła szósta.
- Harry i Jakub zaraz tutaj będą. – powiedziała podekscytowana Ginny i poprawiła swoją zwiewną, czerwoną sukienkę na ramiączkach. – Luna, po ciebie przychodzi Neville? –
- Nie. – odparła blondynka. – Ernie MacMillan. Neville idzie z Hanną. – jej zielona sukienka przed kolano pięknie zaznaczała talię.
- To chyba oni! – Ucieszyła się Ginny i wyjrzała za poły namiotu. – Gotowe? –
Hermiona wstała i poprawiła swoje długie, proste włosy. Przez chwilę pomyślała, że najchętniej wróciłaby do siebie.

~

Jak co roku festiwal wiosny zapierał dech w piersiach. Środek obozu przekształcono w plac do tańczenia, gdzie pośrodku znajdowało się wielkie ognisko,  a po bokach umieszczono długie stoły które uginały się od jedzenia i picia. Girlandy kolorowych materiałów, wstążek, roślin i lampionów tworzyły swego rodzaju dach nad miejscem zabawy. Orkiestra, na którą składały się osoby potrafiące grać na instrumentach, co rusz przygrywała miłe i skoczne melodie. Nie zabrakło również wolniejszych utworów. Dzieci biegały i piszczały z radości, gdy starsi czarodzieje za pomocą zaklęć wyczarowywali mrowie mydlanych baniek, bądź kolorowych motyli. Starsi mieszkańcy prowadzili zawzięte rozmowy przy stołach i tego dnia nie żałowali sobie alkoholu. W tłumie Hermiona dostrzegła Rona który tańczył z  Lavender i obejmował ją czule. Wyglądał na zadowolonego.
- Dobrze się bawisz? – zapytał ją nagle Jakub, gdy po kolejnym tańcu zaczęła uciekać myślami w nieznanym mu kierunku.
- Tak. – odparła z uśmiechem.
- Ale? –
- Ale? Nie ma żadnego ale. – dodała nie wiedząc o co mu chodzi.
Godzinę wcześniej na festiwalu zjawił się Adrian z Gabrielem. Malfoya z nimi nie było.
Zapadał już wieczór. Festiwal zaczął rządzić się własnymi prawami, jednak wszyscy mimo wszystko przestrzegali zasad ostrożności. Niektóre z dzieci zasnęły wśród dorosłych, przytulając się do ich rozgrzanych ramion. Na „parkiecie” wciąż wirował tłum ludzi, a sama impreza nie zdawała się dobiegać końca.
- Ja.. – zaczęła niepewnie Hermiona i spojrzała na Jakuba który przyglądał jej się badawczo. – Ja nie chcę.. –
- By siedział sam w namiocie, prawda? – dokończył za nią.
Przytaknęła mu ze zbolałą miną.
- Wiem że to Malfoy, ale dzisiaj nikt nie powinien być sam. – dodała i spuściła wzrok. Przecież się zgodziła prawda? Przyszła na festiwal z Jakubem i to z nim powinna się teraz bawić. A jednak przez cały czas myślami była przy pewnym jasnowłosym chłopaku, który zapewne w tej chwili był tak samo samotny jak i ona.
- Więc idź po niego. – powiedział nagle brunet. – Idź, ale szybko wracaj. –
Spojrzała na niego i uśmiechnęła się delikatnie. Nie czekając dłużej pobiegła w stronę namiotów.

~

Odgłosy zabawy docierały do niego aż za dobrze. Dźwięki muzyki, śmiech dzieci, wybuchy radości dorosłych i  pijackie piosenki wykrzykiwane przez podstarzałych czarodziejów. Wszystko to doprowadzało go do szału. Gdy Adrian i Gabriel przyszli by zabrać go na ten cały pożal się Salazarze festiwal, odmówił uprzejmie i próbował zająć się książką, jednak cały czas myślał o tym czy dobrze zrobił. Mimo wszystko jednak nie był częścią tej społeczności. Wciąż się za takiego nie uważał. Jedynie za intruza, tymczasowego przybysza który przyszedł tutaj nieproszony. Gdy zaszło słońce i zastanawiał się nad tym czy nie spróbować zasnąć, nagle do namiotu ktoś wbiegł. Była ubrana w piękną, zwiewną, białą sukienkę przed kolano. Jej długie, brązowe włosy sięgały aż do pasa, a od biegu na policzki wypłynęły dwa różowe rumieńce, dodając jej uroku.
- Chodź. – powiedziała Hermiona i wyciągnęła przed siebie rękę. Draco usiadł na łóżku. – Przepraszam że nie poszłam z tobą.. to znaczy, że to nie ja zaprowadziłam cię na festiwal. – ciągnęła a jej oddech z każdą minutą się uspokajał.
- I? – zapytał unosząc jedną brew.
- Chcę byś teraz ze mną poszedł. –
- Dzięki za troskę Granger, ale obejdzie się, tutaj też nieźle się bawię. – powiedział i już miał z powrotem położyć się na łóżku, gdy nagle Hermiona chwyciła go za rękę i pociągnęła za sobą.
- Po prostu chodź! – krzyknęła i wybiegła razem z nim z namiotu.
Poddał się jej biegowi i chociaż miał ochotę wyrwać dłoń z jej uścisku, nie zrobił tego. Dziewczyna zwolniła i już idąc, wciąż trzymała go za rękę.
- Mogłabyś mnie puścić? – zapytał Malfoy gdy dochodzili do miejsca festiwalu.
- Och, przepraszam. – odparła Hermiona i od razu uwolniła dłoń Dracona. Nagle poczuła się okropnie głupio. Podejrzewała, że po tym jak wpadła do namiotu i siłą wyciągnęła go na festiwal, Malfoy musi teraz mieć ją za skończoną wariatkę.
Stanęli na uboczu, Draco podziękował za drinka i obserwował jak tłum koleżanek wciąga Hermionę do wspólnego „tańca czarownic” przy ognisku. Jej biała sukienka powiewała przy każdym kroku, włosy odbijały blask ognia i przybrały rdzawy odcień. Na jej twarzy malował się szeroki i szczery uśmiech. Nie wiedział czy to sprawka alkoholu czy też atmosfery, ale musiał przyznać że jest piękna. Co gorsza zaczął dostrzegać, że nie tylko zewnętrznie. Gdy Hermiona wybiła się z koła i stanęła przed Draconem, podmuch wiatru poderwał jej ogniste włosy do góry, sukienka zafalowała wściekle, a on miał wrażenie, że policzki zaczynają mu płonąć z nieznanych mu powodów.
- Zatańczysz? – zapytała go uprzejmie. 
- Ja nie tańczę. – odparł sucho i odłożył na bok pustą szklankę. Nagle poczuł że ktoś popycha go od tyłu.
- No dalej, Malfoy, zatańcz z nią. – Jakub z założonymi rękami stanął za nim, jakby chciał dać mu do zrozumienia że nie ma dokąd uciec. Ślizgon cicho westchnął. Ostatnie o czym marzył, to o robieniu z siebie idioty przed tymi wszystkimi ludźmi.
Hermiona podała mu dłoń, a on ujął ją w pasie najdelikatniej jak tylko potrafił.
- Wybacz. – powiedziała po chwili. – Może nie masz ochoty tańczyć z kimś takim jak ja. –
Ślizgon zmarszczył brwi.
- Mógłbym powiedzieć to samo. – odparł i przycisnął ją mocniej. Nie potrafił sobie przypomnieć kiedy ostatni raz trzymał w ten sposób dziewczynę, i czy w ogóle kiedyś przeżył coś podobnego. Nie liczył tych wszystkich seksualnych uniesień, które przeżył z Pansy i Astorią, zanim odszedł z domu. Były dla niego ważne, ale zdawał sobie sprawę że jest wobec nich nieuczciwy. Chętnie wykorzystywał fakt że one go chcą. Jego nazwiska, pozycji, bliskości… Doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Jednak teraz, tańcząc u boku znienawidzonej niegdyś Gryfonki i obejmując ją delikatnie i z szacunkiem, poczuł że chciałby tak kogoś trzymać za każdym razem. Tańcząc w rytm powolnej muzyki oddalili się od tłumu i będąc na uboczu zatrzymali się, wciąż obejmując. Gdy puścili się wzajemnie Hermiona podwinęła sukienkę na lewym udzie.
- Co ty robisz? – zdziwił się Draco.
Hermiona uśmiechnęła się pod nosem.
- Wybacz, ale złamałam daną ci obietnicę. – zaczęła. – Powiedziałam Kingsley’owi o tym co zaszło podczas akcji ratunkowej i wspólnie zadecydowaliśmy, że nadszedł już czas by ci to oddać. – powiedziała i wyciągnęła przed siebie różdżkę Dracona. Chłopak spojrzał na nią ze zdziwieniem. W jego oczach dostrzegła wahanie. – Chcemy ci zaufać, Malfoy. – kontynuowała. – Owszem, wciąż mam mieszkać z tobą w jednym namiocie, pisać raporty dla Schacklebolt’a i praktycznie nie odstępować cię na krok, ale oddanie ci różdżki chcemy uznać za dowód zaufania, jakim cię obdarzyliśmy. –
Arystokrata wziął do ręki swoją różdżkę i obrócił nią w palcach kilkakrotnie. Uśmiechnął się nieznacznie pod nosem i schował magiczny przedmiot do kieszeni spodni.
- Draco. – powiedział i wyciągnął przed siebie otwartą dłoń.
- Hermiona. – odpowiedziała kasztanowłosa i odwzajemniła uścisk Ślizgona.
Ogień w palenisku zaczął płonąć mocniej niż kiedykolwiek.



________________________________________________
SŁOWO OD AUTORKI.
Kochani! Wiem że rozdział pojawił się później niż zwykle, ale skończył się mój urlop, więc życie i praca zabierają mi czas na pisanie. Oczywiście rozdziały będą pojawiać się regularnie, czasem szybciej, czasem trochę później, ale bez obaw, nie porzucę go. Ta historia będzie nieco dłuższa od poprzedniego opowiadania, dlatego zależy mi by częściej dodawać rozdziały. Zrobię wszystko by to było możliwe i proszę o cierpliwość. Dziękuję że jesteście i czytacie! Buziaki!


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rozdział 13 - Pojednania.