Rozdział 2 - Intruz.


Stała wciąż wpatrując się w nieprzytomnego chłopaka z którego obficie spływała krew. Jego twarz stawała się coraz bardziej blada, a biała koszula całkowicie przesiąkła szkarłatem. Różdżka drżała w jej dłoni i bała się że za chwilę ją złamie. Nie mogła powiedzieć że go nienawidzi, ale gardziła nim wystarczająco mocno by nie móc się ruszyć. Kilka lat wcześniej we własnym domu był świadkiem jej tortur, on wtedy jej nie pomógł, dlaczego ona miałaby go ratować? Sama nie wiedziała co chce teraz zrobić, lecz głośny krzyk Sary skutecznie ją ocucił.
- Hermiono co ty wyprawiasz! Pomóż mu! – blondynka wciąż opatrywała rannego Artura Weasleya więc nie mogła podbiec do Dracona.
Gryfonka zamrugała kilkakrotnie i wzięła głęboki wdech. Od razu rzuciła na Malfoya zaklęcie diagnozujące. Zmarszczyła brwi widząc jak bardzo pokiereszowany jest młody arystokrata. Dwa złamane żebra, zwichnięta kostka, niezliczona ilość ran ciętych i wstrząs mózgu. Nie zastanawiając się dłużej zaczęła podawać chłopakowi dożylnie leki i rzucać na niego skomplikowane, medyczne zaklęcia. Jakub i Kingsley usiedli z boku i wyglądało na to, że nic im nie jest. Powoli Hermiona, Sara i Albert opanowywali sytuację i gdy większość poszkodowanych została opatrzona Sara podeszła do Gryfonki i z uznaniem poklepała ją po ramieniu.
- Gratuluję, pierwszy raz całkowicie sama zajęłaś się pacjentem. Zdałaś test. –
- Test? – zdziwiła się kasztanowłosa.
- Planowałam to od dłuższego czasu. – odparła trzydziestolatka. – Jeżeli nadarzy się okazja pozwolę ci samej zająć się leczeniem. Chciałam sprawdzić jak duże zrobiłaś postępy i miałam rację, naprawdę masz talent Hermiono. – dodała z uśmiechem.
Hermiona była w szoku. Miała ochotę zezłościć się na magomedyczkę, jednak w głębi serca była jej wdzięczna. Gdyby wiedziała wcześniej że Sara planuje coś podobnego, pewnie w chwili próby za bardzo by się wszystkim stresowała. Po rzuceniu na blondyna jeszcze kilku zaklęć i sprawdzeniu kroplówki zostawiła go na chwilę i podeszła do stojącego przy wyjściu Jakuba.
- Co się tam wydarzyło? – zapytała. Brunet kiwnął na nią głową by wyszła z nim przed namiot.
- To było nie do opisania. – zaczął. – Przybyliśmy na miejsce o poranku, tak jak kazał Kingsley, ale nikogo nie zastaliśmy. To były jakieś przedmieścia, wszędzie opuszczone domy..  Wśród głuchej ciszy usłyszeliśmy wybuch więc zajęliśmy pozycje i nagle z kryjówek powychodzili czarodzieje z ruchu oporu jak i Śmierciożercy, tego waszego beznosego tyrana wśród nich nie było. Rozgorzała walka, wszędzie śmigały zaklęcia, ale nie zauważyłem uzbrojonych mugoli.  Już miałem wyjść z ukrycia wraz z oddziałem gdy nagle pojawił się ten facet którego leczyłaś, powiedział że jest informatorem Kingsleya. – dodał. – Kazał nam się wstrzymać i poczekać bo za chwilę pojawią się uzbrojone bojówki wężogłowego i faktycznie, jak z pod ziemi wyrosła cała chmara uzbrojonych w karabiny mugoli. Gdyby nie on pewnie wyszedłbym wcześniej i nie zauważył wrogiego oddziału, dzięki niemu mieliśmy czyste strzały.  Zdjęliśmy większość po czym Artur Weasley i nowoprzybyły oddział Shaclkebolta mogli kontynuować walkę na zaklęcia. Ten młody.. –
- Malfoy. – przerwała mu Gryfonka.
- Słucham? –
- Ma na imię Draco Malfoy. –
Jakub nie krył zdziwienia.
- Niecodzienne imię…  - odparł. - W każdym razie ten cały Malfoy walczył zaraz obok Kingsleya i tylko dzięki temu że przyjął na siebie większość zaklęć Shacklebolt wyszedł z tego cało. Wyglądało to tak jakby główną misją Śmierciożerców było wykończenie Kingsleya. – przerwał na chwilę a Hermiona czuła się tak jakby jej mózg po raz pierwszy nie radził sobie z nadmiarem informacji.
Malfoy informatorem? Walczył u boku Kingsleya? Jaki miał w tym cel, jakie motywy? Co nim kierowało? Czuła jakby to wszystko było dobrze uknutym kłamstwem. Jakby chłopak za chwilę miał wstać i zacząć miotać zaklęciami we wszystkie strony. Z zamyślenia wyrwał ją wychodzący z namiotu Shacklebolt. Poprawiając poły swojej obszernej, bogato zdobionej szaty ukłonił się w stronę Jakuba i Hermiony.
- Panno Granger, różdżka pana Malfoya zostaje u mnie, proszę mnie powiadomić kiedy się obudzi. – powiedział i poszedł w kierunku swojego namiotu w którym od czasu do czasu nocował. Hermiona zmarszczyła brwi, skoro Dracon był jego informatorem i ryzykował życiem w jego obronie dlaczego zabiera mu różdżkę? Czy jej przypuszczenia są słuszne, jakoby Malfoy jedynie udawał? Czuła się tym wszystkim okropnie zmęczona. Tak samo poczuł się Jakub gdyż po chwili rzekł.
- Idę się położyć, dobranoc. – powiedział i pomachał Gryfonce na pożegnanie.
Została sama. Stojąc na zimnym dworze wzięła głęboki wdech. Wiedziała że za chwilę będzie musiała wrócić do środka i znów doglądać rannego Ślizgona. Nawet jeśli dzięki niemu uniknięto wielu ofiar, nawet jeśli z własnej woli został wtyką Kingsleya i zaryzykował własne zdrowie dla ruchu oporu, wciąż nie potrafiła myśleć o nim inaczej niż w mało przychylny sposób. Przecież wciąż, mimo wszystko pozostawał Malfoyem.

~

Nazajutrz w szpitalu zapanował ruch jakiego ten namiot dawno nie widział. W odwiedziny do rannych przychodziły całe pielgrzymki znajomych i przyjaciół z obozu. Najliczniejszą grupą okazała się oczywiście rodzina Weasleyów, którzy przyszli wesprzeć rannego Artura. Molly Weasley po dziesięciominutowej tyradzie żali i płaczu w końcu się uspokoiła. Sara podała jej gorącą herbatę i zapewniła że jej mężowi nie grozi żadne niebezpieczeństwo a rana na głowie szybko się zagoi. By zapewnić Draconowi nieco prywatności położono go w najdalszej części namiotu i oddzielono od reszty wysokim i długim parawanem. Chłopak wciąż był nieprzytomny a z racji iż jego uzdrowicielką była Hermiona to jej przypadł wątpliwy zaszczyt umycia blondyna. Westchnęła zrezygnowana i zabrała się do pracy. Najpierw za pomocą zaklęcia pozbyła się zakrwawionej koszuli, nadawała się już tylko do kosza. Następnie zdjęła mu spodnie, buty i skarpetki uważając na spuchnięta kostkę. Zostawiła jedynie bieliznę. Z przerażeniem odkryła że ciało Dracona jest w gorszym stanie niż myślała. Jego skórę barwiło mnóstwo blizn, siniaków i obrzęków.  Wyglądał na mocno wychudzonego a przecież nigdy nie był zbytnio umięśniony. Zastanawiała się w jakich warunkach przez ostatnie tygodnie, a może nawet miesiące żył ten człowiek. Przysunęła bliżej miskę z ciepłą wodą i mydlinami i ostrożnie, najdelikatniej jak umiała zaczęła obmywać ciało Dracona miękką, wilgotną gąbką. Gdy dotarła do lewego przedramienia zatrzymała się na chwilę nad Mrocznym Znakiem który wciąż był na nim wypalony. Czarny tatuaż przedstawiający czaszkę i wychodzącego z niej węża zawsze ją intrygował. Nigdy nie czuła przed nim lęku, sama nie wiedziała dlaczego. Zawahała się przez chwilę jednak później, przełamując w sobie wewnętrzny opór opuszkami palców dotknęła tatuażu. Skóra w tym miejscu wydawała jej się zimniejsza, ale nie wiedziała czy to tylko złudzenie. Trwała tak przez moment aż w końcu drgnęła i dokończyła mycie. Wiedziała że będzie musiała rozebrać go do naga więc szybkim ruchem różdżki pozbyła się bielizny Malfoya i starając się nie patrzeć przykryła go delikatnym, grubym kocem. Zauważyła że kroplówka zaraz się skończy więc założyła mu nową i znów rzuciła masę leczniczych zaklęć. Nagle poczuła okropne znużenie. Od dobrych kilkunastu godzin nie spała a skoro stan chłopaka wydawał się być stabilny usiadła na stojącym obok krześle i na chwilę przymknęła powieki wciąż trzymając w ręku różdżkę. Nawet nie zauważyła kiedy zasnęła.

~

Pierwsze co poczuł gdy zaczął odzyskiwać świadomość był wszechogarniający go ból. Miał wrażenie że boli go każda kość, każdy mięsień, każda komórka jego poturbowanego ciała. Nie miał siły by poruszyć choćby palcem. Jedyne do czego był zdolny, to do nieznacznego otwarcia powiek. Dookoła panował półmrok i cisza. Spojrzał w dół i zauważył że pozbawiono go ubrania, jedynie ciepły, miękki koc chronił go przed zimnem. Rozejrzał się na tyle na ile pozwalała mu na to nieruchoma głowa i ze zdziwieniem odkrył, że po jego lewej stronie śpi dziewczyna. Z początku jej nie rozpoznał, długie kasztanowe włosy opadły na jej policzek, lecz po chwili dotarło do niego że to TA Gryfonka… TA Granger. Zwisała lekko na krześle a głowa opadła jej na ramię, w ręku trzymała różdżkę i wyglądała na pogrążoną w głębokim śnie. Gdyby tylko mógł wstałby i wyszedł z tego ciemnego, zatęchłego miejsca najszybciej jak tylko potrafił, lecz nie wiedzieć czemu nie był wstanie zrobić nic. Czuł że powoli zaczyna ogarniać go panika. Co ta przeklęta Gryfonka z nim zrobiła? Dlaczego nie może się ruszyć? Gdyby było to zaklęcie już dawno by je przełamał. Podczas tych czterech lat zgłębił jedną z tych tajemnic magii o których inni mogli tylko śnić, lecz teraz był zbyt słaby i zbyt obolały by jej użyć. Usłyszał że ktoś się zbliża więc zmrużył powieki. Obok jego łóżka przeszedł wysoki mężczyzna po czym przykrył Gryfonkę kocem. Delikatnie odsunął jej włosy z twarzy i stał tak przez chwilę przyglądając się dziewczynie. Ślizgon rozpoznał w nim tamtego bruneta z karabinem któremu przekazał informacje odnośnie zbrojnego ataku. Zaryzykował i szerzej otworzył oczy, dostrzegł w twarzy chłopaka czułość, której nie widział już od lat. Zanim się zorientował brunet odszedł szybkim krokiem zostawiając ich na powrót samych. Gdy Draconowi zaczęło się wydawać że spędzi tak resztę życia a Granger już nigdy nie wstanie, dziewczyna zaczęła się przebudzać. Czym prędzej otworzył oczy i spojrzał na wstającą, lekko rozkojarzoną Gryfonkę. Trzymała w ręku koc jakby się zastanawiała skąd się wziął po czym złożyła go porządnie i położyła na krześle. Gdy stanęła przed nim i dostrzegła wpatrujące się w nią szaroniebieskie oczy aż zaparło jej dech.
- M –Malfoy! Nie śpisz już? – zapytała i zmieszała się lekko. Pluła sobie w brodę za taką nieuwagę. Jak mogła zasnąć przy pacjencie? – Jak się czujesz? Coś cię boli? – zapytała lecz nie dostała odpowiedzi. – Zapytałam czy coś cię boli. – powtórzyła jednak i teraz blondyn uparcie milczał. – Wiem że za sobą nie przepadamy jednak jestem twoją uzdrowicielką i mógłbyś… - zaczęła po czym przerwała i szybko zaczęła rzucać na Dracona zaklęcia diagnozujące. Tak jak myślała Draco został unieruchomiony nie z własnej woli. – Cóż, przykro mi to mówić Malfoy, ale w wyniku zmieszania magicznych zaklęć i mugolskich leków doszło do tymczasowego paraliżu. Do rana powinieneś móc już normalnie mówić i poruszać ciałem, czy mnie rozumiesz? Jeśli tak zamrugaj dwa razy. –
Ślizgon zamrugał.
- Dobrze. – odetchnęła z ulgą. – Doktor Wilkins założy ci na noc cewnik bo inaczej mógłby pęknąć ci pęcherz. Bez paniki, wcześniej cię znieczuli. – dodała szybko widząc w oczach Ślizgona narastający strach. – Twój stan ogólnie się poprawia, zaklęcia i środki medyczne robią swoje, ale do pełnego wyzdrowienia jeszcze ci daleko. Gdy minie paraliż przez kilka dni będziesz musiał zażywać odpowiednie eliksiry. – powiedziała i po chwili zamilkła. Milczący, nieruchomy Malfoy wydawał jej się nienaturalny i na swój sposób przerażający. Podejrzewała że chłopak musi teraz czuć do niej największy poziom nienawiści w całym swoim arystokratycznym życiu. – Dobrze. – podjęła po chwili. – Wrócę rano. – powiedziała po czym Draco zamrugał mocno jeden raz. Gryfonka zmarszczyła brwi. – Skoro dwa mrugnięcia są na tak, to jeden jest na nie? – zapytała.
Dwa mrugnięcia.
- Malfoy, doktor Wilkins i doktor Mitchell to na prawdę świetni specjaliści, wiem że pewnie już z dwojga złego wolisz mnie bo znamy się z Hogwartu, mam rację? –
Dwa mrugnięcia.
- Ech. – westchnęła. Przeczesała palcami długie włosy i spojrzała jeszcze raz na poobijanego Ślizgona. Jego pozbawione gracji i typowej dla niego maniery oblicze, w jakimś stopniu sprawiło że poczuła lekki żal. – W porządku, ale ja cewnika ci nie założę! – 

~

Irytujące stukanie palcami o tackę działało jej na nerwy. Stuk – stuk, stuk – stuk, stuk – stuk… Zacisnęła mocniej usta. Stuk – stuk, stuk – stuk, stuk – stuk…
- Przestaniesz? – powiedziała siląc się na spokój i nie odrywając wzroku od wypełnianego przez siebie raportu dla Kingsleya. Stukanie ustało. – Dziękuję. – odparła, lecz po chwili znów rozbrzmiało natarczywe stuk – stuk.
- Malfoy, jeżeli nie przestaniesz to jak Merlina kocham potraktuję cię w końcu jakąś obrzydliwą klątwą! – wysyczała wstając nagle. Papiery rozsypały się po podłodze.
- Pewnie od dawna masz na to ochotę, co? – zapytał kpiąco blondyn i wgryzł się w soczyste, czerwone jabłko.
- Nie ułatwiasz mi życia. – jęknęła Hermiona i zebrawszy wszystkie dokumenty z powrotem do kupy usiadła na krześle i zabrała się za kończenie raportu.
Gdy trzy dni temu Draco w końcu odzyskał władzę nad ciałem, pierwszą rzeczą jaką powiedział do Gryfonki było to, że jest nieudolną magomedyczką i powinna zastanowić się nad karierą mugolskiego weterynarza. Nie żeby liczyła na jakieś wylewne podziękowania za opiekę i pierwszą pomoc, ale gdzieś w środku łudziła się że ten tleniony imbecyl zmienił swoje nastawienie do niej, choćby odrobinę. Pocieszała się wtedy w duchu że od teraz będzie miała go z głowy, jednak szybko tych złudzeń pozbawił ją Kingsley Shacklebolt, który następnego dnia wezwał ją do swojego namiotu.
Oprócz niej w środku był też Remus Lupin, Artur Weasley, Jakub Wolski, Ron i Harry. Jak się okazało Draco nie wyjawił Kingsley’owi niczego istotnego. Wciąż nie wiedzieli dlaczego Voldemort z całą swoją świtą opuścił Malfoy Manor i dokąd się udał. Arystokrata nie zdradził dlaczego opuścił rodzinę i jakie miał motywy więc wciąż tkwili w martwym punkcie.
- Podajcie mu Veritaserum. – powiedział Ron z twardą miną. Obecność Malfoya w obozie działała na niego jak płachta na byka. Gdy tylko dowiedział się że Draco leży w szpitalu koniecznie chciał się z nim zobaczyć, jednak Hermiona odmówiła mu widzenia i ostrzegła przypominając że za każdy głupi wybryk grozi karcer.
- To niemożliwe. – odparła kasztanowłosa. – Nie posiadamy tego eliksiru a warzenie go zajmuje rok. –
- Ile?! –
- Rok, Ronald, rok. To potężny eliksir prawdy, a nie zupa pomidorowa. – powiedziała zirytowana.
- Dlatego właśnie potraktujemy go jak jednego z mieszkańców Złotego Feniksa. – wszedł im w dyskusję Kingsley. Ronem aż zachwiało, już chciał coś powiedzieć ale widząc surowe spojrzenie swojego ojca dał sobie spokój. – Draco Malfoy jest pozbawiony różdżki, więc żaden magiczny atak z jego strony nam nie grozi. Wciąż przebywa w szpitalu gdzie zajmuje się nim panna Granger i to ją wyznaczam na opiekuna pana Malfoya podczas pobytu w obozie. –
- Co? – Hermiona nie wierzyła własnym uszom. – Przepraszam, co pan powiedział? –
- Draco Malfoy może i nie ma przy sobie różdżki, ale mimo to wciąż trzeba mieć na niego oko. Nie znamy jego motywów, nie wiemy po której jest stronie. Będzie pod twoją obserwacją. Możesz zacząć szkolić go na uzdrowiciela, wiem że w Hogwarcie był jednym z lepszych uczniów tak jak ty, każda para rąk przyda się w szpitalu. – ciągnął Kingsley. – Co jakiś czas wysyłaj mi raporty o zachowaniu Malfoya, może coś mu się przypadkiem wymsknie. –
- Uważa pan że to jest dobry pomysł? – odezwał się nagle Harry.
- Masz jakieś zastrzeżenia? –
Wybraniec poprawił swoje okrągłe okulary i wahał się przez chwilę z odpowiedzią. 
- Draco Malfoy to ostatnia osoba której bym zaufał, nie sądzę aby mógł nam pomóc. –
- Mam takie samo zdanie. – wtrącił Ron.
- Biorę twoją opinię pod uwagę, ale na ten moment podjąłem decyzję. – odparł Shacklebolt  i zwrócił się do pozostałych. – To wszystko na dzisiaj, możecie się rozejść. –
Hermiona zaczekała aż zostanie z Kingsley’em sama i w końcu zwróciła się do mężczyzny zbolałym tonem.
- Panie Shacklebolt, nie sądzę abym była odpowiednią osobą do takiego zadania, przecież pan wie za kogo on mnie ma. –
Kingsley podniósł na nią swój wzrok i kiwnął potwierdzająco głową.
- Doskonale wiem jak traktował cię w szkole. Ale te czasy już minęły panno Granger. Tutaj nie jest Hogwart, za każde przewinienie przewidziana jest odpowiednia kara a nie niewinny szlaban. Codziennie, setki czarodziejów i mugoli drżą ze strachu czy dany dzień nie jest ich ostatnim. Codziennie do obozu przybywają kolejne osierocone dzieci, okaleczeni walczący, nie raz umierający w agonii. Jeżeli by zakończyć ten koszmar będę musiał iść na układy z wrogiem zrobię to, jestem gotowy na każde wyrzeczenie, oddam własne życie jeśli będzie trzeba. To Draco Malfoy pół roku temu nawiązał ze mną kontakt. Mieszkał w małym, brudnym pokoju w mugolskiej dzielnicy gdzie nawet Śmierciożercy wolą się nie zapuszczać. A jednak on tam był.. I zaczął udzielać mi informacje na temat zbrojnych planów Sama Wiesz Kogo i dzięki niemu wielu z naszych ocalało. Możliwe że to zasadzka, możliwe że jest podstawiony i przyjdzie nam za to zapłacić ale na tę chwilę chcę wierzyć że może nam pomóc. – przerwał na chwilę i wyjął z kieszeni różdżkę która nie była jego. Głóg, dziesięć cali, z rdzeniem z włosa z ogona jednorożca. Piękna i elegancka.  
- Różdżka Malfoya...– szepnęła Hermiona.
- Daję ci ją byś od tej chwili ty miała nad nim kontrolę. – Kingsley podał dziewczynie różdżkę i kontynuował. - Od Sary i Alberta wiem, że jedynie tobie pozwala podawać sobie eliksiry. –
- Boi się że ktoś inny będzie próbował go otruć. Nikomu nie ufa, nie wiem czemu ze mną jest inaczej. –
- Może dlatego że przez tyle lat darliście ze sobą koty? –
- To bardzo pokrętna logika panie Shacklebolt. – powiedziała Hermiona i uśmiechnęła się nieznacznie. Włożyła głogową różdżkę do kieszeni kurtki i z cichym westchnięciem odwróciła się by wyjść z namiotu.
- Panno Granger. –
Hermiona odwróciła głowę słysząc głos Kingsley’a.
- Tak? –
- Zawsze go możesz zamknąć w celi, jeśli będzie nie do zniesienia. – dodał z uśmiechem mężczyzna po czym wrócił do studiowania map. Hermiona opuściła namiot w o wiele lepszym nastroju.
Jednak młody Malfoy skutecznie wyprowadzał ją z równowagi. Na wszystko marudził, na wszystkich narzekał i wydawało jej się że czerpał prawdziwą rozkosz z doprowadzania jej i pozostałych do szału.
Kończyła pisać raport w którym zawarła wszystkie obelgi jakimi raczył ją Ślizgon, gdy w tym samym momencie Draco wyciągnął przed siebie rękę z ogryzkiem. Udawała że nie widzi jego wyciągniętej ręki, miała ochotę mu ją odgryźć.
- Czekasz na coś? – zapytała wciąż wpatrując się w papiery.
- Wyrzuć to do kosza. – powiedział.
- A magiczne słowo? –  odparła zwracając się do niego jak do dziecka.
- Vingardium Leviosaaa – zakpił Malfoy. Użył tonu jakim posłużyła się Hermiona podczas ich pierwszej lekcji zaklęć w Hogwarcie. Gryfonka spojrzała na niego spode łba, jednak poczuła również podziw dla pamięci Ślizgona, dziwiła się że zapamiętał taki banał. Szybkim ruchem różdżki sprawiła że ogryzek wyrwał się z dłoni arystokraty i po chwili znalazł się w szpitalnym koszu na odpadki.
- Ostatni raz robię za twoją służącą Malfoy. – wycedziła. – Jutro wychodzisz ze szpitala, pora zacząć zarabiać na swoje utrzymanie. –
Na te słowa arystokrata okropnie się skrzywił. Gryfonka doskonale zdawała sobie sprawę, że wizja pokazania się pozostałym była dla Dracona męczarnią. Podejrzewała że bał się reakcji pozostałych na jego widok. Większość wiedziała kim jest a wieść że Draco Malfoy, syn słynnego Śmierciożercy Lucjusza Malfoya znajduje się w obozie i będzie od tej pory żył jak jeden z rebeliantów, rozeszła się lotem błyskawicy. Sprawy nie ułatwiał znajdujący się na jego lewym przedramieniu Mroczny Znak.
- To twoje ubrania, jutro rano weź prysznic i przebierz się w to. – powiedziała i położyła Draconowi tobołek na łóżku. Malfoy wziął pakunek w ręce, odwiązał sznurek i z największym obrzydzeniem odrzucił od siebie dar Gryfonki. –
- Jeżeli myślisz że wyjdę do ludzi w czymś takim to jesteś w błędzie Granger. – syknął blondyn.
- O co ci chodzi? – zmarszczyła brwi szatynka. Nie wiedziała dlaczego zielone, wojskowe spodnie, biała koszulka i szara bluza budzą w Malfoyu taki niesmak.
- Mam wyglądać jak jeden z tych waszych żołnierzyków? I co jeszcze, może każecie ściąć mi włosy na łyso? – dodał łapiąc się za swoje półdługie, jasne kosmyki. – Nie ma mowy. Gdzie jest moja koszula? I spodnie. –
- Już ci mówiłam! Koszula nadawała się tylko na szmaty. Cała była poszarpana i zakrwawiona, może powinnam była ci ją zostawić na pamiątkę? W spodniach też długo już byś nie pochodził… Z resztą w tym będzie ci wygodniej. – dodała pokazując na odrzucone przez Malfoya ubrania.
- Nie. –
- Ale. –
- Nie wyjdę w tym Granger. –
- Dobrze. – odparła ze złością Hermiona. – W takim razie wyjdziesz albo nago, albo w szpitalnej koszuli. – dodała i wyszła z namiotu nie odwracając się za siebie.
Miała ochotę udusić go poduszką. Był najbardziej irytującą osobą jaką kiedykolwiek miała nieprzyjemność poznać, a teraz co gorsza, będzie musiała spędzać z nim praktycznie każdy dzień. Słońce chyliło się ku zachodowi, obóz szykował się na nadejście nocy. Hermiona mijała grupki ludzi którzy kończyli swoje codzienne zajęcia i zmierzali na kolację.
- Ciężki dzień? – usłyszała za sobą.
Jakub szedł za nią, nie było z nim Adriana ani Gabriela. Hermiona uśmiechnęła się na jego widok i potakująco kiwnęła głową. Chłopak zrównał się z nią w kilku krokach.
- Słyszałem co nieco o tym Malfoyu. – zaczął niepewnie. – Syn bogatego arystokraty, czysta krew, ojciec od lat w służbie Tego Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać.. Niezbyt ciekawa rodzinka. –
- Niezbyt. – odparła Hermiona patrząc jak fioletowo różowe niebo pochłania ciemny granat.
- Ale wydaje mi się, że to wszystko co do tej pory usłyszałem jest trochę na wyrost. – dodał.
- To znaczy? – zapytała Hermiona odrywając swój wzrok od nieba.
- Gdyby był tak zły, nie pomagał by Kingsley’owi,  prawda? –
Hermiona wzruszyła ramionami. Na chwilę zapanowała cisza.
- Wiesz może gdzie mogłabym dostać koszulę i czarne spodnie? – zapytała nagle. Jakub zmarszczył brwi jednak po chwili uśmiechnął się przyjaźnie.
- Nie mam pojęcia, ale jestem pewny że pani Weasley będzie wiedziała. – powiedział, po czym wspólnie weszli do wypełnionej po brzegi obozowej kuchni.

~

Gdy obudził się nazajutrz rano ku jego zdziwieniu to nie Granger, lecz Sara Mitchell poinformowała go o jego stanie zdrowia i dała jasno do zrozumienia że od teraz nic nie stoi mu na przeszkodzie by wziął się w końcu do roboty. Na stołku obok łóżka nie znalazł obrzydliwych w jego mniemaniu, zielonych spodni i białej koszulki ale czarne dżinsy i czarną, oraz białą koszulę na zmianę. Był w głębokim szoku. Podejrzewał że będzie się musiał wcisnąć w obozowy uniform jednak Gryfonka jakimś cudem i z kompletnie niezrozumiałych dla niego powodów, postanowiła zdobyć dla niego te zapewne unikatowe tutaj ubrania. Gest dobroci wywołał w nim sprzeczne uczucia. Z jednej strony poczuł coś na kształt wzruszenia, lecz z drugiej miał ochotę cisnąć ubraniami o podłogę.
- Długo będziesz jeszcze tak stał? – z zamyślenia wyrwał go głos Sary. – Idź pod prysznic, Hermiona już na ciebie czeka przed namiotem.
Draco chwycił ubrania i leżącą obok świeżą bieliznę i wszedł za parawan za którym znajdował się prymitywny prysznic. Umył się porządnie, ubrał w o dziwo pasujące na niego rzeczy i z wilgotnymi włosami wyszedł ze szpitalnego namiotu. Dostrzegł Hermionę kilka metrów dalej, ubraną w ciemne dżinsy, białą koszulkę i zapinaną na zamek, czarną bluzę z kapturem. Na nogach miała wygodne trampki a włosy które sięgały jej już prawie do pasa luźno rozpuściła. O dziwo musiał przyznać że wygląda nieźle, chociaż w sukience pewnie prezentowałaby się lepiej.
- Dzień dobry Granger. – podszedł do dziewczyny która na dźwięk jego słów natychmiast się odwróciła.
- Dzień dobry Malfoy. – odparła. Chłopak zauważył że Gryfonka mocniej zacisnęła rękę na różdżce. Miał ochotę parsknąć śmiechem.  – Dzisiaj pokażę ci obóz i poznasz ogólne zasady jakie w nim panują. Na początek może śniadanie. – powiedziała lekko zbita z tropu i ruszyła przed siebie. Kątem oka zauważyła że Malfoy idzie za nią i nie spuszcza z niej swojego wzroku. Wiedziała że nie powinna tak pędzić więc zrównała z nim swój krok i chcąc nie chcąc szła z nim ramię w ramię. Musiała przyznać że ubranie które dostała od Molly Weasley leży na nim naprawdę dobrze. Wolała nie wspominać że jest to spadek po Billu, pierwszym synu państwa Weasley który już wyrósł z tych ubrań. Molly zabrała ze sobą do obozu niemal cały majątek więc ubrań i innych przedmiotów z pewnością im nie zabraknie.
- Tam jest namiot Kingsleya Shacklebolt’a. – zaczęła Hermiona wskazując na okazały, zielony namiot stojący po ich prawej stronie. – Dalej jest kuchnia a za nią znajdują się zagrody dla zwierząt. Później pokażę ci resztę. –
- Hermiona! – Ginny Weasley podbiegła do nich i z uśmiechem objęła przyjaciółkę całkowicie ignorując przy tym Malfoya. – Nie widziałam cię od kilku dni. – powiedziała z wyrzutem.
- Miałam trochę na głowie. – odparła Gryfonka.
- Wiem, Harry mi mówił. – powiedziała ruda a jej oczy na sekundę zatrzymały się na blondynie. – Słuchaj, dzisiaj razem z Harrym, Ronem i Luną idziemy nad wodę, Neville może też się zabierze, idziesz z nami? –
Hermiona od razu się ożywiła jednak po chwili odparła.
- Nie tym razem Gin. Nie mogę. A Lavender i siostry Patil?  – zapytała.
- Znasz je, wolą siedzieć w obozie i robić maślane oczy do Gabriela i Adriana. – wzruszyła ramionami Ginny. – Jeśli jednak będziesz mogła to ruszamy o siedemnastej. -
- W porządku. – odparła Hermiona. – Idziesz na śniadanie? –
- Później, najpierw idę obudzić Harry’ego. – dodała ze śmiechem i poszła w kierunku pozostałych namiotów.
Ku zdziwieniu Gryfonki Draco nie odezwał się ani słowem. Nie zapytał o ich popołudniowe plany ani o to kim są Adrian i Gabriel. Szedł obok niej w ciszy i takie samo milczenie zachował gdy weszli do namiotu w którym znajdowała się kuchnia. Molly Weasley w asyście Luny Lovegood i grupki dzieciaków szykowali stołówkę na nadejście mieszkańców Złotego Feniksa, więc Hermiona zaprowadziła Dracona do najbardziej oddalonego stołu w całym namiocie.
- Nie lepiej żebyśmy usiedli przy wyjściu? – zapytał ją szeptem. Wyczuła w jego głosie napięcie.
- Nie. – odparła krótko po czym zaczęła nakładać sobie porcje tostów z sadzonym jajkiem.
Tak jak podejrzewała każdy kto wchodził gdy już dostrzegł siedzącego obok niej Ślizgona, szybko uciekał od niego wzrokiem. Draco zjadł niewiele i napił się trochę ciepłej herbaty, po czym z mocno zaciśniętą szczęką wyszedł za szatynką z zatłoczonego namiotu. Gdy zrobili parę kroków Hermiona zatrzymała się nagle i odwróciła w jego stronę.
- Nie zrozum mnie źle. – zaczęła. – Nie zrobiłam tego by cię zdenerwować. –
- Czyżby? – odparł.
- Zrozum i tak będą się za tobą oglądać, a tak przynajmniej większość już cię zobaczyła. Koniec przedstawienia. – powiedziała. Tok jej rozumowania chyba w końcu dotarł do blondyna gdyż westchnął tylko i rzucił krótkie.
- Niech ci będzie. –
Prowadziła go w okolice zagród, gdzie ponownie zastąpiła Nevilla przy karmieniu prosiąt. Gdy Longbottom dostrzegł idącego obok jego koleżanki Dracona zniknęły mu z twarzy prawie wszystkie kolory.
- Ostrzegam cię Malfoy, jeżeli obrazisz go choćby słowem, jeszcze dziś zamknę cię w celi bez obiadu i kolacji. – syknęła cicho gdy podchodzili do zagród. – Cześć Neville. – zaczęła przyjaźnie. – Dzisiaj też dokończę za ciebie, Molly zrobiła świetne grzanki idź bo zjedzą ci wszystkie. –
- Dziękuję Hermiono. – odparł Neville i podał dziewczynie wiadro po czym odszedł w kierunku kuchni szybkim krokiem.
- Kolejna osoba udaje że mnie nie widzi. – odezwał się po chwili Draco wpatrując się w plecy Longbottoma.
- A co mają ci powiedzieć? – zapytała Hermiona wlewając zawartość wiadra do korytka. – Cześć Malfoy, jak tam służba u Sam Wiesz Kogo? – zapytała ironicznie. Nagle poczuła że popełniła błąd i przymknęła powieki. – Przepraszam. – powiedziała po chwili otwierając oczy. – Nie powinnam tak mówić. –
- Nic nie szkodzi. – odparł sucho Draco. – Odparłbym, że jest bardziej opłacalna i zapewne bardziej higieniczna niż taplanie się w tym gnoju. – dodał patrząc na ubłocone buty Hermiony. Gryfonka zaklęciem oczyściła trampki, sięgnęła po drugie wiadro w którym znajdowało się ziarno i podała je zdziwionemu blondynowi.
- Proszę bardzo, nakarmisz kury. – powiedziała bezceremonialnie.
- Wykluczone. – odparł.
- Masz. Wziąć. To. Wiadro. I. Nakarmić. Kury. Malfoy. – wycedziła wściekle wciąż trzymając przed Ślizgonem wiadro pełne jedzenia dla kokoszek.
- Wykluczone. – powtórzył hardo  i nachylił się nad niższą od niego Gryfonką.
Jej oczy ciskały błyskawice. Ręka świerzbiła ją by chwycić za różdżkę i zmusić go za pomocą zaklęcia.
- No dalej, Granger, nie hamuj się, pokaż na co cię stać. – prowokował.
Hermiona już miała wyciągnąć różdżkę z kieszeni gdy nagle usłyszała w oddali głos Jakuba.
- Jakiś problem? –
Oboje odwrócili się w jego kierunku. Szedł do nich trzymając w rękach nienabity karabin maszynowy. Draco wyrwał wiadro z rąk Hermiony i na oślep zaczął rzucać kurom jedzenie.
- Nie, tak tylko rozmawialiśmy. – odparła Gryfonka. Usłyszała jak Malfoy cicho prychnął pod nosem.  – Wracasz z ćwiczeń? – zapytała Polaka.
- Zauważyłem was z poligonu i postanowiłem się przywitać. – powiedział Jakub. Podszedł do Dracona i wyciągnął w jego kierunku rękę. Malfoy odstawił wiadro, wytarł dłonie w wiszącą obok ścierkę i odwzajemnił uścisk.
- Jestem Jakub Wolski, a tam dalej na poligonie ćwiczą moi znajomi, Gabriel i Adrian. –
- Draco Malfoy. – odparł arystokrata.
Hermiona spojrzała na Jakuba zszokowana. Wydawało jej się że po tych wszystkich rewelacjach które zasłyszał od innych będzie tak jak pozostali stronił od Dracona, jednak on postanowił działać na własną rękę. Jak zawsze z resztą.
- Jeżeli już tutaj skończyliście to chodźcie ze mną. – powiedział Jakub i zwrócił się do Hermiony. – Od kilku dni nie było cię na strzelnicy, ciekawe czy wyszłaś z wprawy. –
- Chciałbyś. – zaśmiała się Hermiona i zostawiając Ślizgona z tyłu ruszyła z Jakubem w stronę poligonu.
Gdy we trójkę weszli na polową strzelnicę Gabriel i Adrian na powitanie kiwnęli głowami w stronę Hermiony i Dracona, po czym udali się na plac walki wręcz. Jakub poprosił Ślizgona by stanął z tyłu i wręczył Hermionie Berettę 92FS. Dziewczyna pewnie chwyciła krótki pistolet i wycelowała w najbliższą tarczę. Już pierwszy strzał trafił w sam środek. Strzelając w kolejne cele uśmiechnęła się lekko i gdy skończyła z samozadowoleniem na twarzy podała Jakubowi pistolet. Brunet wręczył jej naładowany karabin i wskazał najdalszy cel.
- Brawo, masz bardzo dobre oko. – pochwalił dziewczynę gdy i tym razem trafiła do celu.
- Wolę to od ćwiczeń fizycznych, i tak nie mam z tobą szans. – odparła.
- Bo w siebie nie wierzysz. Nie możesz myśleć o tym jak bardzo twój przeciwnik różni się od ciebie fizycznie, ale gdzie są jego słabe punkty i w jaki sposób możesz wykorzystać swój niższy wzrost i lżejszą wagę. – powiedział Jakub i odłożył broń na miejsce. – Spróbujemy? – zapytał.
Hermiona lekko się skrzywiła ale w końcu uległa namowom Jakuba. Oboje przybrali pozycje do walki wręcz i na znak Jakuba oboje zaczęli robić uniki i wyprowadzać ciosy. Chłopak oczywiście nie używał całej swojej siły, ale mimo to Gryfonka wiedziała że dzisiejszej nocy poczuje siniaki tu i tam. Gdy wylądowała na piasku podcięła Jakubowi nogi i brunet poleciał jak długi, korzystając z okazji usiadła na nim okrakiem i przyłożyła mu do gardła różdżkę którą szybko wyciągnęła z kieszeni. Chłopak szeroko się uśmiechnął. Po chwili wstali, oczyścili swoje ubrania zaklęciem i widząc własne miny wybuchnęli gromkim śmiechem. Malfoy wzniósł oczy ku niebu. Z zaciekawieniem przyglądał się wyczynom kasztanowłosej, jednak nie miał najmniejszej ochoty na bycie świadkiem tych dziwnych zalotów.
- Przepraszam, ale miałaś mi pokazać resztę obozu. – powiedział podnosząc głos.
Hermiona poprawiła włosy i zdjęła czarną bluzę obwiązując ją w biodrach.
- Tak, przepraszam, już idziemy. – powiedziała w kierunku Dracona i dodała w stronę Jakuba. – Następnym razem możemy zrobić to na czas? –
- Jasne, jestem ciekawy twoich wyników. –
Gryfonka znów się uśmiechnęła i kiwnęła na blondyna.
- Chodź, pokażę ci pola uprawne. –
Przeszli kilkadziesiąt metrów gdy zauważyli jak z naprzeciwka idą Harry i Ron. Hermiona lekko się spięła. Nie wiedziała jak chłopaki na siebie zareagują.
- Cześć Harry, cześć Ron. – powiedziała przyjaźnie.
- Cześć Hermiono. – odparł Harry, Ron nie odezwał się ani słowem. Gryfonka już miała odetchnąć z ulgą gdy w końcu się minęli jednak po zrobieniu kilku kroków usłyszała głos Rona i przymknęła powieki ze zrezygnowania.
- Wiesz że nikt cię tutaj nie chce, Malfoy? – powiedział Ron zatrzymując się i odwracając w ich stronę.
- Odpuść. – powiedział Harry łapiąc przyjaciela za ramię jednak ten je wyrwał z uścisku Wybrańca i ze złością spojrzał na blondyna. Draco zatrzymał się i odparł.
- Ja też wcale nie chcę tutaj być, Weasley. Oglądanie twojej twarzy codziennie będzie prawdziwą męczarnią. Ale za to twoja siostra jest niezła, widzieliśmy się niedawno. – dodał kąśliwie. Hermionie z nerwów mocniej zabiło serce. Harry drgnął lecz wiedział że Dracon robi to specjalnie, zawsze tak było, odkąd pamiętali. Za to Rona wzmianka o Ginny rozgrzała do białości.
- Trzymaj się z dala od mojej siostry pieprzony Śmierciożerco! – wrzasnął i wyciągnął różdżkę. Hermiona zareagowała błyskawicznie. W sekundę znalazła się przed Malfoyem któremu jej brązowe włosy zafalowały przed twarzą i wyczarowała dużą barierę odgradzającą ich od jej przyjaciół, w kolejnych sekundach wyczarowała dodatkowe po bokach i z tyłu, tak by wściekły Ron nie mógł ich dosięgnąć z żadnej strony.
- Bronisz go?! – ryknął.
- Nie chcę byś popełnił głupstwo. – powiedziała siląc się na spokój.
- Odpuść Granger, poradzę sobie z nim bez różdżki. – odezwał się cicho Draco.
- Zamknij się Malfoy. – syknęła mu przez ramię Gryfonka.
- Ron, chodźmy zanim zrobi się afera. – naciskał Harry, lecz Weasley go nie słuchał.
- Nie wiem dlaczego pozwolono ci tutaj zostać i dlaczego zamiast siedzieć w celi łazisz po obozie, ale ja nigdy ci nie zaufam Malfoy. Jesteś taki sam jak twój ociec i matka. Tak samo wstrętny i fałszywy. – warknął.
W następnej chwili wydarzyło się kilka rzeczy naraz. Draco w dwóch krokach obszedł Hermionę a wyczarowana przez nią bariera pękła niczym mydlana bańka. Gryfonka nie wiedziała jakim cudem to mogło się stać, skoro Ślizgon nie miał przy sobie różdżki. Draco już miał się rzucić na Rona z pięściami a ten w tym samym momencie zamachnął się na niego różdżką. Błysnęło pomarańczowe zaklęcie. Gdy jakimś cudem Hermionie udało się wbiec między Dracona i Rona, zapadła cisza. Zaklęcie tnące zamiast blondyna dosięgło jej ręki. Wydala z siebie krótki krzyk i z cichym łoskotem upadła na trawę.
- Hermiona! - Harry rzucił się w stronę przyjaciółki. Z głębokiej rany na ręce obficie sączyła się krew. Ron i Draco stali w milczeniu z przerażeniem w oczach. Nagle dobiegł do nich Jakub.
- Co się stało?! –
- Ja… ja… - jąkał się Ron. – Zacząłem kłócić się z Malfoyem, chciałem rzucić zaklęcie a wtedy ona… -
Jakub spojrzał na niego surowym wzrokiem, po czym zwrócił się w kierunku Dracona.
- Zabierz ją natychmiast do szpitala. Harry weź jej różdżkę, później jej ją oddacie, teraz idziecie ze mną. – powiedział stanowczo. Draco nie czekając dłużej wziął krwawiącą i coraz bledszą Gryfonkę na ręce. Szpital nie znajdował się daleko więc czym prędzej skierował się w jego stronę. Gdy wpadł do namiotu siedząca przy stoliku Sara zerwała się na równe nogi. Zapytała co się stało i gdy usłyszała „wypadek”, nie zadawała więcej pytań. Od razu poznała że szatynkę zraniło zaklęcie gdyż brzegi rany wypełniało jasne, ledwo zauważalne pomarańczowe iskrzenie.
Kilkanaście minut później wciąż nieprzytomna Hermiona leżała na jednym ze szpitalnych łóżek. Draco siedział obok i wpatrywał się w duży bandaż na jej ręce. Nie rozumiał dlaczego zrobiła coś tak głupiego. Nigdy wcześniej nie był świadkiem takiego zachowania, nie pojmował jej toku myślenia. Co miała w głowie rzucając się między niego a tego rudego durnia? W jego świecie, w rzeczywistości Śmierciożerców nie istniało nic takiego jak poświęcenie lub ochrona drugiego człowieka. Wiedział że Granger pochodzi z innego świata, ale przecież nie miała żadnego powodu by go chronić. Zaczął uważać że Gryfonka ma poważne problemy z osobowością.
- Pewnie zastanawiasz się dlaczego. –
Gdy usłyszał jej cichy, słaby głos spojrzał na nią i wstał z krzesła na którym wcześniej siedział.
- To prawda. – przyznał.
Hermiona westchnęła cicho i podniosła swoją obandażowaną rękę na wysokość oczu, po czym znów położyła ją wzdłuż ciała.
- Gdybyś rzucił się na Rona i wyrządził mu jakąkolwiek krzywdę nie uniknąłbyś kary. – odpowiedziała po chwili. – Widziałeś klatki przeznaczone dla więźniów, prawda? – zapytała na co Draco potwierdzająco kiwnął głową. – Nie trafiłbyś tam, ale w o wiele gorsze miejsce. – kontynuowała. Za poligonem znajduje się karcer. To ciemne, pozbawione okien pomieszczenie wykopane głęboko w ziemi. Latem jest tam duszno a zimą chłód przenika do kości. Zabezpieczone zaklęciami i zabarykadowane od zewnątrz jest klaustrofobicznym więzieniem dla każdego kto złamał prawo obozu. Właśnie tam byś trafił. Wolałam ci tego oszczędzić, tym bardziej że to Ron cię sprowokował. – powiedziała i spojrzała mu w twarz. – Nie próbuj zrozumieć dlaczego, sama nie mam pojęcia. – dodała. – Może chcę wierzyć że jesteś kimś innym. –
Draco zmarszczył brwi. Nie wiedział co odpowiedzieć więc milczał. Było już popołudnie gdy nagle do namiotu wszedł Ron z Harrym. Weasley wyglądał jak zbity pies. Trzymając w rękach różdżkę Hermiony podszedł do jej łóżka i ze spuszczoną głową wyciągnął w jej kierunku rękę.
- Tak bardzo mi przykro Hermiono. – zaczął. – Straciłem nad sobą panowanie i ty zapłaciłaś za moją głupotę. Nie wiem jak cię przeprosić. – dodał. – Twoja różdżka. –
Hermiona wzięła od Rona magiczny przedmiot i spojrzała na swojego przyjaciela.
- W porządku Ron. Nic mi nie będzie, ale mam dosyć tych ciągnących się od Hogwartu awantur. Jestem tym zmęczona. –
Ron kiwnął głową na znak zrozumienia i ignorując stojącego obok Dracona usiadł na łóżku Hermiony.
- Mama dała mi do wiwatu gdy się dowiedziała. Mam zakaz wychodzenia z obozu przez miesiąc. – zaczął. – Jakub powiedział że nie poinformuje o całym zajściu Kingsleya, ale stwierdził że skoro mam tyle energii to przez dwa tygodnie będzie codziennie trenował ze mną walki wręcz o szóstej rano… - dodał smutnym głosem. – Wiem że zasłużyłem. –
Hermiona uśmiechnęła się nieznacznie i zmierzwiła Ronowi jego rude włosy.
- Lavender będzie smutno, chciała wyjść za tydzień oglądać z tobą gwiazdy. Tak przynajmniej mi powiedziała. –
- Jakoś jej to wytłumaczę. – wzruszył ramionami Ron.
- Przyjdziesz dzisiaj? – zapytał Harry. – Ginny przez pół godziny marudziła że cię nie będzie. –
- Postaram się. - Odparła Hermiona.
Harry i Ron zabawili u niej jeszcze przez chwilę po czym wyszli by pomóc Remusowi i Nimfadorze w komunikacji radiowej z pozostałymi rebeliantami. Hermiona usiadła na łóżku i za pomocą różdżki ubrała swoją czarną bluzę i rozczesała włosy.
- Chcę porozmawiać z Schacklebolt’em. – oznajmiła po czym wstała i dziękując Sarze za opiekę wyszła z namiotu. Draco bez słowa podążył za nią.


Woda nad rzeką była czysta i chłodna. Kamienie porozrzucane gdzieniegdzie służyły zadowolonej Gryfonce za miniaturowe mosty, więc skakała po nich niczym mała, radosna dziewczynka. Draco podążał za nią z o wiele większą gracją. Zachodzące słońce barwiło niebo na odcienie pomarańczu i fioletu a świeża zieleń liści zachęcała do leśnych spacerów. Gdy Hermiona z satysfakcją oznajmiła Draconowi że dostała pozwolenie na wspólne wyjście poza obóz nie rozumiał co w tym takiego ekscytującego.
- Czy to nie oczywiste? – tłumaczyła mu Gryfonka. – Trwa wojna, ludzie są przerażeni a choć życie w obozie nie jest najgorsze to nie jesteśmy wolni. Od czasu do czasu brakuje nam zwykłego wyjścia na spacer, poczucia odrobiny normalności. – dodała i skoczyła na kolejny kamień unikając przy tym wpadnięcia do płytkiej rzeki. Oprócz nich poza obóz wybrał się Harry z Ginny, Neville i Luna, jednak pozostali przyjaciele zniknęli Gryfonce z oczu gdy poszła trochę dalej wzdłuż brzegu. Draco przyglądał się jak małe rybki przepływają obok niego całymi ławicami. Od jak dawna nie przychodził w takie miejsca? Czy kiedykolwiek był na podobnym spacerze z rodziną? Nie mógł sobie przypomnieć. Nagle Gryfonka zachwiała się niebezpiecznie więc automatycznie złapał ją za ramię.
- Dziękuję. – powiedziała Hermiona odzyskawszy równowagę. Draco wciąż delikatnie zaciskał na niej swoje długie palce. Druga ręka chłopaka nagle zbliżyła się do jej twarzy. Gryfonka poczuła że jej serce niebezpiecznie przyśpiesza. Obrzuciła spojrzeniem jego twarz. Musiała przyznać że Malfoy był mimo wszystko przystojny. Zawsze gdzieś w środku to wiedziała, jak i to że był jednym z najbystrzejszych uczniów z ich rocznika, jednak nienawiść jaką chłopak do niej czuł przez jej mugolską krew skutecznie ją do niego zniechęcała, w wzajemnością.
- Mucha. – powiedział spokojnie Draco i wyciągnął z jej włosów owada, po czym szybko puścił jej ramię jakby go oparzyło.
- Dzięki. – rzuciła Gryfonka i wznowiła swój spacer po kamieniach. Sprawdziła kieszeń by upewnić się że różdżka wciąż tam jest i skarciła się za to w duchu. Przecież Malfoy nie miał trzeciej ręki by mógł ją w tamtym momencie okraść. Zła na swoją głupotę aż podskoczyła gdy za nimi rozległ się krzyk jednej z dziewczyn. Rozpoznała wrzask Luny, już kiedyś go słyszała. Ku jej przerażeniu to Malfoy pierwszy zaczął biec w kierunku z którego słychać było wrzask.



-



SŁOWO OD AUTORKI:
Kochani! Stworzyłam coś na wzór trailera do tego opowiadania. Znajdziecie go w prologu powieści, oraz na moim kanale YouTube. Pierwszy raz zrobiłam coś takiego więc proszę o łaskawe opinie ;) Zapraszam do oglądania i do następnego rozdziału!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rozdział 13 - Pojednania.